Po pierwszym tygodniu Tour de France organizatorzy mogą mówić o szczęściu, bo właściwie każdy etap przynosił piękną kolarską opowieść.
Najpierw wygrywali Francuzi Romain Bardet i Kevin Vaquelin, następnie - jako pierwszy w historii kolarz z Afryki - Biniam Girmay z Erytrei. Na podium jako zwycięzcy stawali również kandydaci do końcowego triumfu, czyli Tadej Pogacar i Remco Evenepoel, a także Dylan Groenewegen, który kilka lat temu na mecie etapu Tour de Pologne w Katowicach omal nie zabił Fabio Jakobsena, wypychając go podczas sprintu na barierki.
Jak Mark Cavendish pobił rekord Eddy’ego Merckxa?
Wszystkich i tak przyćmił jednak Cavendish. Etapowe zwycięstwo Brytyjczyka z Wyspy Man w Saint Vulbas nabrało zupełnie innego wymiaru - za metą cieszyli się nawet rywale, którzy przegrali z nim na finiszu, a dyrektor wyścigu Christopher Preud’homme piał z zachwytu i mówił o historycznej chwili.
Brytyjczyk w końcu zrobił bowiem to, po co przyjechał do Francji - wygrał etap, po raz 35. w karierze, i pobił rekord Eddy’ego Merckxa.
Czytaj więcej
111. edycja Tour de France startuje w sobotę we Florencji, a kibice zadają sobie pytanie, czy Słoweniec Tadej Pogacar po wiosennym zwycięstwie w Gi...
34. zwycięstwo Cavendish odniósł trzy lata temu w Carcasonne. Wtedy rekord wyrównał, ale nie chciał się nim z nikim dzielić - nawet z legendarnym belgijskim mistrzem, który na przełomie lat 60. i 70. XX wieku wygrywał Tour de France pięciokrotnie. Otoczenie kolarza nazwało jego nowy życiowy cel „Projektem 35”. Wsparł go również w tym dziele Netflix.
Brytyjczyk miał obsesję, chciał wygrać jeszcze ten jeden raz, aby być jedynym rekordzistą, stać się przynajmniej w tej kolarskiej konkurencji hegemonem, przejść do historii.
– Na początku kariery dziennikarze mnie zapytali, co chciałbym osiągnąć. Odpowiedziałem, że jeżeli istnieje książka, w której są najlepsi kolarze, chcę się w niej znaleźć i to nieważne, na której pozycji – mówił w wywiadzie dla „Gazzetta dello Sport”.
Czytaj więcej
Prowadzenie w Tour de France objął Tadej Pogacar, ale bohaterami dwóch pierwszych etapów byli francuscy kolarze.
W 2022 roku nie pojechał do Francji. Zmienił grupę Quick-Step, która mu nie zaufała, na Astanę i w kolejnym sezonie był kilka oddechów od rekordu, ale na trasie do Bordeaux finiszował drugi.
Dzień później upadł, złamał obojczyk, musiał się wycofać z Wielkiej Pętli. Mimo że przed wyścigiem zapowiedział koniec kariery, zdecydował się ją przedłużyć. „Projekt 35” wciąż przecież nie był zrealizowany.
Astana i jej szef Alexander Winokurow dali mu kolejną szansę. Przydzielili mu nawet specjalnych ludzi do pomocy. Dziś „L’Equipe” pisze o 60 pracownikach zespołu, którzy przez kilka ostatnich miesięcy pracowali nad indywidualnym sukcesem Brytyjczyka.
Mark Cavendish ucieka przed starością
Najważniejsza była jednak indywidualna determinacja, z jaką dążył do rekordu. W filmie Netfliksa Brytyjczyk zwierzał się z problemów psychicznych i stanów depresyjnych, mówił o myślach samobójczych. Wiedzieliśmy, jak trudno mu się pogodzić z końcem kariery, starzeniem się oraz wytykaniem palcami przez rywali i dziennikarzy, którzy przekonywali, że że nic już w kolarstwie nie zdziała.
Cavendish zwierzał się z problemów psychicznych i stanów depresyjnych, mówił o myślach samobójczych. Pomogła rodzina, ale od kłopotów uciekał przede wszystkim na rowerze. Rekord Tour de France stał się lekarstwem na coraz bardziej kłopotliwą codzienność
Pomogła rodzina, ale od kłopotów uciekał przede wszystkim na rowerze. Rekord Tour de France stał się lekarstwem na coraz bardziej kłopotliwą codzienność.
Czytaj więcej
3492 km, ponad 52 tys. m i 2,3 mln euro w puli nagród czeka na kolarzy podczas 111. Tour de France. Początek wyścigu 29 czerwca we Florencji.
Wiosną pierwszy raz w karierze pojechał do Kolumbii. Przez dwa tygodnie trenował intensywnie na wysokości. – Nie byłem w stanie oddychać – opowiadał później.
Zdecydował się ponieść nadzwyczajną ofiarę, byleby tylko udało się przejechać tour, nie przekroczyć limitu czasu na najtrudniejszych etapach i wygrać przynajmniej jeden sprint. Zamienił się w mnicha. Na zakończenie zgrupowania odniósł nawet zwycięstwo w Tour de Columbia.
Po powrocie do Europy podobno czuł się fatalnie. Nie zmieścił się w limicie czasowym na Tirreno-Adriatico, nie ukończył wyścigu Milan – Torino. Dopiero tuż przed startem we Francji zaczął odżywać tak, jakby formę wymierzył linijką. Szybkość zawsze traci się najszybciej, a Cavendish pokazał, że nawet w wieku 39 lat można pędzić w zawrotnym tempie po zwycięstwo etapowe. I to w jego rekordzie stanowi największą wartość.
Mark Cavendish - arogancki czy pewny siebie
Pierwszą wygraną w Wielkiej Pętli odniósł 18 lat wcześniej, w Chateauroux. Rano przed startem do tamtego etapu powiedział kolegom z drużyny: „Nie widzę żadnego powodu, żeby dziś ktoś przeszkodził mi w zwycięstwie”. Miał rację, wyprzedził wtedy na finiszu trzykrotnego mistrza świata, Hiszpana Oskara Freire, i cenionego niemieckiego sprintera Erika Zabela.
Pewność siebie miał we krwi. Wielu nazywało to nawet arogancją.
– Kiedy ogląda się filmy z moimi zwycięstwami, widać, że jestem najszybszy. Taka jest rzeczywistość. Nie muszę więc dodatkowo tłumaczyć, że jestem najszybszy. Nie rozumiem tego, jak mówienie prawdy może być traktowane jako arogancja. Nic sobie z tego nie robię – wyjaśniał.
Czytaj więcej
Wiosną nie ma mocniejszego kolarza niż Mathieu Van der Poel. 29-letni Holender zdominował dwa prestiżowe wyścigi Paryż – Roubaix i Tour de Flandres.
Francuzi mieli mu długo za złe, że jest typowym Brytyjczykiem, który drwi ze swoich sąsiadów znad Kanału La Manche. Ale jeśli faktycznie tak było, to tak pokochał Tour de France, że trudno mu zarzucić jakąkolwiek złośliwość wobec gospodarzy. Francuska publiczność, przynajmniej dziś, go szanuje.
Ma natomiast wielu wrogów w peletonie. Jest sprinterem, a na finiszach toczy się walka wręcz, przepychanie łokciami, zajeżdżanie drogi. Wszystko po to, aby mieć najlepszą pozycję do walki o etapowy triumf na ostatnich metrach.
Dlaczego rywale nienawidzili Marka Cavendisha?
– Sprintera można porównać do żołnierza sił specjalnych. Nie ma czasu na zastanowienie się, musi od razu działać, postawi wszystko na jedną kartę nawet za cenę tego, że coś mu się stanie albo że go potępią, jeśli zagra nieczysto. Sprinter ma psychikę komandosa – mówił „Rzeczpospolitej” dyrektor Tour de Pologne, były kolarz Czesław Lang.
Cavendish faktycznie należał również do tych jednostek specjalnych, bo nie zaliczał się do niewiniątek. Grał ostro, bywał dyskwalifikowany, pokrzywdzeni lub pokonani rywale wręcz go nienawidzili, miał opinię kolarskiego chuligana. Ale kiedy już wygrywał, to najczęściej w sposób klarowny, bezdyskusyjny.
Cavendish grał ostro, bywał dyskwalifikowany, pokrzywdzeni lub pokonani rywale wręcz go nienawidzili, miał opinię kolarskiego chuligana. Ale kiedy już wygrywał, to najczęściej w sposób klarowny, bezdyskusyjny
Smykałkę do sprintu nabył, jak każdy ceniony brytyjski kolarz, na torze - jest medalistą olimpijskim w kolarskim wieloboju z Rio de Janeiro. Sława i pieniądze pojawiły się jednak w jego życiu - to wciąż naturalna kolej rzeczy - wraz z przejściem na szosę.
Cavendish w 2011 roku sięgnął po mistrzostwo świata z wyścigu ze startu wspólnego. Do dziś ma w karierze 165 zwycięstw na szosie, ale te 35 najważniejszych, dzięki którym - tak, jak marzył u progu sportowej kariery - znajdzie się w książce nazwiskami najlepszych kolarzy na świecie, odniósł w Tour de France.
Niewykluczone, że to wcale nie koniec, bo wyścig trwa i sprinterzy także dostaną jeszcze pole do popisu.