36-latek najpierw dostał od losu karty kiepskie, a później - doskonałe. Polak wykorzystał wiatr pod narty, poleciał na 105. metr. Oszalał ze szczęścia, bo musiał czuć, że to był skok na medal, skoro różnice w czołówce po pierwszej serii nie były duże. Kolejni rywale lądowali bliżej, wreszcie presji nie wytrzymał lider Stefan Kraft. Koledzy najpierw wzięli Żyłę na ręce, a później natarli go śniegiem.
Drugie miejsce zajął Andreas Wellinger, a trzecie - Karl Geiger. Kraft był czwarty, kolejne lokaty obsadzili Kubacki oraz Stoch. Pierwszy mógł być rozczarowany, bo przyjechał do Planicy jako wicelider Pucharu Świata. Drugi przez wiele tygodni szukał formy i oddał dwa bardzo dobre skoki.