Korespondencja z Paryża
Nasze siatkarki mierzyły się z mistrzyniami olimpijskimi, ale także drużyną, którą za kadencji Stefano Lavariniego pokonały czterokrotnie w sześciu meczach — w tym trzech ostatnich. Jeśli więc na podstawie wyników najnowszej przeszłości można wnioskować, że granie z konkretnym rywalem odpowiada komuś bardziej lub mniej, to nasze siatkarki w ćwierćfinale nie mogły trafić lepiej.
Kiedy dzień wcześniej o awans walczyli panowie czuliśmy, że to mecz, nad którym unoszą się duchy minionych igrzysk olimpijskich. Panie okazji do budowania relacji z tą imprezą nie miały, bo po 1968 roku wystąpiły na niej tylko raz i w Pekinie przegrały cztery z pięciu meczów. Przyleciały do Paryża obciążone jedynie własnymi ambicjami. Francuska „L'Equipe”, typując faworytki, przyznała przed rozpoczęciem rywalizacji Amerykanom dwie gwiazdki, a Polkom - żadnej.