Ostatnie tygodnie w wykonaniu drużyny Stefano Lavariniego wyglądały jak sen. Polki w Lidze Narodów zajęły trzecie miejsce, ale liczy się nie tylko wynik, ale także to, co robiły po drodze – a wygrywały z Serbkami, Turczynkami, Chinkami i Włoszkami, czyli globalnymi potęgami.
Liga Narodów to wprawdzie niezbyt prestiżowe rozgrywki, a faworyci sprawdzali zaplecze przed ważniejszymi imprezami, ale stawką były rankingowe punkty, a przecież Polki też grały osłabione, bo bez rozgrywającej Joanny Wołosz i środkowej Kamili Witkowskiej, teraz wracających do zdrowia.
Po pierwsze pokora
Każde zwycięstwo dodawało pewności siebie, dwa zwycięstwa w trzech sparingach z Turczynkami tuż przed mistrzostwami Europy były bonusem. Polki pojechały na imprezę z podniesionymi głowami. Pytaniem pozostaje, czy – bazując na ostatnich wynikach – także w roli faworytek.
Czytaj więcej
Polskie siatkarki rozpoczynają dziś walkę w turnieju finałowym Ligi Narodów w Arlington w Teksasi...
– Takie słowa brzmią miło dla uszu, ale zachowajmy pewną rezerwę i pokorę. Nazywanie Polek faworytkami nakłada presję. Wiążemy z reprezentacją duże nadzieje, ale może się zdarzyć potknięcie – ostrzega Ireneusz Mazur, były selekcjoner męskiej kadry i ekspert Polsatu Sport.