Jan Urban został selekcjonerem w lipcu 2025 r. Po dwóch portugalskich najemnikach na tym stanowisku, jednym Dyzmie i jednym kabotynie, to był promień nadziei. Urban wcześniej grał świetnie w piłkę w klubach polskich i hiszpańskich oraz miał osiągnięcia jako trener. Do tego nie stawiał się ponad swoimi zawodnikami, nie wywyższał się, mówił zrozumiałym językiem i był sympatyczny. Rozumiał piłkarzy, tłumaczył dziennikarzom ich wątpliwości, rozmawiał z kibicami. Tym różnił się od poprzedników.
Szybko zdobył sympatię, tym bardziej że do tych chwalebnych cech doszły dobre wyniki. Z pierwszych siedmiu meczów kierowana przez niego reprezentacja wygrała pięć i dwa zremisowała.
Problemem reprezentacji Polski nie są selekcjonerzy
Niestety, pierwszej porażki doznała w spotkaniu najważniejszym: marcowym barażu ze Szwecją (2:3) o awans do mistrzostw świata. I wtedy zaczęły się nieszczęścia. Po serii dobrej przyszła słaba: pięć meczów bez wygranej. Marną pociechą było wysokie zwycięstwo nad Rumunią (6:0), bo w Bukareszcie mają teraz znacznie więcej problemów niż w Warszawie.
Czytaj więcej
Polacy przegrali w Zenicy z Bośniakami. Długo zapowiadało się na kolejny bezbramkowy remis, ale kilka minut przed końcem Jan Bednarek sfaulował ryw...
My wciąż wspominamy Wembley, Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka, bo po nich nic lepszego nam się nie trafiło. Rumuni – Puchar Mistrzów dla Steaui, czasy trenera generała Anghela Iordanescu, Gheorghe Hagiego, Dudu Georgescu, Florina Raducioiu, Dana Petrescu czy Gheorghe Popescu. Dziś klubu o nazwie Steaua już nie ma, a Gheorghe Hagi – „Maradona Karpat”, jako trener reprezentacji Rumunii przegrywa mecz za meczem. Bo nie ma tam takich piłkarzy, jakim był on i jego koledzy.
Nad Wisłą jest podobnie. Problemem reprezentacji Polski nie są trenerzy (z wyjątkiem czterech przed Urbanem), tylko piłkarze. W wyjściowych składach na mecze w Lidze Narodów widzieliśmy zawodników liczących się europejskich klubów: Interu Mediolan (Piotr Zieliński), FC Porto (Jan Bednarek i Jakub Kiwior), Atalanty Bergamo (Nicola Zalewski), Aston Villi (Matty Cash), Stade Rennais (Przemysław Frankowski, Sebastian Szymański). Do tego jest nadal Robert Lewandowski.
To dlaczego, skoro pracują w uznanych firmach, po włożeniu koszulek reprezentacji często zawodzą? Może jednak nie są tak dobrzy, jak się wydaje, może nie przykładają się do roboty jak należy, może nie rozumieją się na boisku, bo czasami muszą grać nie na tych pozycjach, do których przyzwyczaili się w klubach.
Czytaj więcej
Myślę teraz o meczu, a nie o tym, co się może wydarzyć w przyszłości. Zobaczymy, czas pokaże – mówił selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban po...
Przyczyn jest sporo i nie wszystkie zostały zdiagnozowane. Kiedy patrzy się na niektórych zawodników, dziw bierze, jak im się udało zrobić kariery za granicą. Przykładem jest choćby Jan Bednarek, który kilka lat spędził w Anglii, a dziś jest obrońcą Porto. To oczywiście wystawia mu jak najlepsze świadectwo. Trzydziestoletni obrońca z takim doświadczeniem powinien być filarem defensywy, a dostarcza stresów. Bo jeśli on popełnia poważne błędy, to czego wymagać od jego partnerów, dla których powinien stanowić wzór.
Być może to jeden z powodów słabej postawy całej linii obrony. Niemal każdy w tej formacji ma dobre nazwisko i osiągnięcia, a jako formacja grają poniżej oczekiwanego poziomu.
Problemy reprezentacji Polski. Niektórzy piłkarze grają w kadrze, bo nie ma lepszych
Może też wpływ na to mają konieczne eksperymenty trenera. Szukając zawodników o odpowiednich umiejętnościach, próbuje ustawienia raz z trzema, raz z czterema obrońcami. I czasami trudno się zorientować, co komu bardziej odpowiada: rola klasycznego obrońcy, czy wahadłowego, który w takim samym stopniu powinien być obrońcą, jak skrzydłowym.
Czytaj więcej
20 minut dobrej gry to za mało, by myśleć o zwycięstwach. Coś złego dzieje się z kadrą Jana Urbana, która od pół roku nie wygrała meczu.
Nicola Zalewski, imponujący akcjami po lewym skrzydle, jako obrońca bywa irytujący, a jego ocena sytuacji i wynikające z tego błędy taktyczne doprowadzają do nieszczęścia. Ustawiony na bocznej obronie Przemysław Frankowski także jest lepszy, kiedy Polacy atakują, niż kiedy muszą się bronić. Ale on przynajmniej po roku wrócił do kadry w dobrym stylu, bo jest po prostu dobrym piłkarzem, miewającym słabości.
Czasami wybory wynikają z wizji trenerów. Wolą zawodnika, który wprawdzie prochu nie wymyśli, ale też nie zejdzie poniżej minimalnego poziomu, niż nieobliczalnego artystę
W przypadku wielu innych kadrowiczów słabości przeważają. A grają, bo nie ma lepszych. Czasami wybory wynikają z wizji trenerów. Wolą zawodnika, który wprawdzie prochu nie wymyśli, ale też nie zejdzie poniżej minimalnego poziomu, niż nieobliczalnego artystę. To dlatego u kolejnych selekcjonerów zaufaniem cieszył się Bartosz Slisz. Defensywny pomocnik wyjątkowo archaiczny, jak na współczesne wymagania. Grał, bo innego nie było.
Aż Urban spróbował na tej pozycji Wiktora Nowaka. Wszedł pierwszy raz w drugiej połowie szarego meczu z Bośnią i Hercegowiną (0:0) na Stadionie Narodowym i już chyba nie zejdzie. Nowak jest największym odkryciem i bodaj jedyną zdobyczą czterech ostatnich spotkań.
Grał i w obronie (co jest podstawowym zadaniem defensywnego pomocnika), ale się do tego nie ograniczał. Stawał się aktywnym rozgrywającym. A w czasie niepełnych czterech meczów oddał na bramkę więcej strzałów niż Slisz przez całą reprezentacyjną karierę.
Czytaj więcej
Kiedyś dużo grałem sercem, a mniej głową. Teraz jestem trochę spokojniejszą osobą, co pomaga mi na boisku. Emocje zostawiam kibicom i rodzicom na t...
Innym przypadkiem, świadczącym o ciągłych rozterkach selekcjonera, jest postawa Przemysława Wiśniewskiego. Pamiętam go jako zawodnika Górnika i dziwiłem się, że trafił z Zabrza do Wenecji, a potem do Spezii. Nie dziwiłem się, że nie zrobił tam kariery i wrócił do Polski.
Sądzę, że Urban powołał go ze względu na jego imponujące warunki fizyczne, brak jakiegokolwiek strachu przed walką z napastnikami i nienajgorsze doświadczenie. Trener jakby pominął fakt, że Wiśniewski rusza się jak dąb Bartek, a jeśli już, to nie w tę stronę, co trzeba.
To, jak się zachował przy bramce Viktora Gyokeresa w Solnej, wystawia mu jako środkowemu obrońcy jak najgorsze świadectwo. A jego tłumaczenia powinny go całkowicie wyeliminować, bo oznaczają, że on niczego z gry nie rozumie i nie widzi swojej winy. Nic dziwnego, że nawet we Włoszech go nie chcieli.
Dlaczego Jan Urban powinien pozostać na stanowisku selekcjonera?
Te przykłady świadczą o problemach w pracy Urbana, których nie da się wyeliminować w ciągu roku, podczas kilku zgrupowań i kilkunastu meczów. Reprezentacja kraju jest strukturą żywą, budowa jej trwa bez przerwy. Przy wyborach selekcjoner musi brać pod uwagę kontuzje zawodników, kartki, formę sportową i psychiczną, ich pozycję i częstotliwość gry w klubie, sytuację rodzinną i osobistą, coraz bardziej potrzebną wszechstronność, umiejętność gry przeciw konkretnemu przeciwnikowi i wiele innych spraw.
Czytaj więcej
Po pierwszej połowie spotkania ze Szwecją (1:3) można by wystawić Polakom czwórkę. Po całym meczu – ocenę niedostateczną.
Nie mamy takiego potencjału jak Hiszpania, więc nie będziemy grać jak ona. Reprezentacja Polski należy do europejskich średniaków, nieprzypadkowo poniosła w tym roku dwie porażki ze Szwecją, która też nie imponuje. Jeśli ktoś myśli, że remedium na to jest zmiana selekcjonera, to grubo się myli.
Apele o zmianę selekcjonera mogą pochodzić wyłącznie od dziennikarzy (a raczej pseudodziennikarzy), których znajomość futbolu jest dyskusyjna. Albo piszą bzdury, żeby się klikało. Dołączają do nich niektórzy dawni piłkarze, występujący w roli ekspertów telewizyjnych, którzy wszystko wiedzą lepiej. Sami niewiele osiągnęli, a teraz dano im okazję zaistnieć, więc robią dym.
Jerzy Brzęczek, którego do poniedziałku wielu widziało w roli następcy Jana Urbana, już nim nie jest.
Jak skomplikowana, nieprzewidywalna i zmuszająca do refleksji lub trzymania języka za zębami jest piłka, świadczy bolesna porażka reprezentacji młodzieżowej z Włochami (2:6). Po dziewięciu zwycięstwach przegrała najważniejszy mecz. Żeby wzmocnić obronę, Jerzy Brzęczek wziął z kadry Urbana Wojciecha Mońkę z Lecha, którego występu w pierwszej reprezentacji domagało się wielu ekspertów. No i z Mońką na stoperze młodzieżówka straciła sześć bramek. Więcej niż we wszystkich wcześniejszych meczach bez niego.
To tylko fakt, wcale nie dyskredytujący Mońkę, który jeszcze w pierwszej reprezentacji może zagrać. Chodzi bardziej o to, że zawiedli niemal wszyscy młodzi piłkarze, którym już wróży się grę w kadrze A. Brzęczek, którego do poniedziałku wielu widziało w roli następcy Urbana, już nim nie jest. I bardzo dobrze, niech robi swoje z młodzieżówką, bo jedna porażka nie może przekreślać wielu miesięcy pracy.
Dlatego Urban też powinien pozostać na stanowisku, bo jest na nim właściwym człowiekiem. Częste zmiany trenerów uspokajają wprawdzie opinię publiczną, ale rzadko prowadzą do sukcesów sportowych.