Selekcjoner Jan Urban wystawił przeciw Bośni i Hercegowinie czwórkę obrońców. Takie ustawienie to dla pana szansa, żeby odgrywać większą rolę w reprezentacji?

Grałem w obu systemach i do każdego mogę się dopasować. Wiadomo, że teraz w klubie gram w ustawieniu z czterema obrońcami, więc teoretycznie jestem bardziej przyzwyczajony, a jak będzie w praktyce w kadrze, to zobaczymy.

Jak ten mecz wyglądał z ławki rezerwowych? Patrząc z trybun, nie było to porywające widowisko…

Może nie był to mecz najwyższych lotów, ale mogliśmy go wygrać. Stworzyliśmy kilka sytuacji, w których mogliśmy się lepiej zachować. W defensywie graliśmy szczelnie, stoperzy zaprezentowali się na wysokim poziomie, dobrze wyglądał Kacper Potulski. Warto zauważyć, że Wiktor Nowak zagrał fajny mecz. Generalnie jestem optymistą, szukałbym więcej plusów niż minusów w naszym występie. Myślę, że jakbyśmy wykorzystali nasze sytuacje, to byśmy wygrali, a brak straconych bramek też trzeba docenić, bo dawno nie zagraliśmy na zero z tyłu.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Polska – Bośnia i Hercegowina, czyli flaki z olejem

U Jana Urbana zdarzały się często szalone mecze.

Jeśli do szczelnej obrony dorzucimy bramkę, to będzie dobrze.

Czego zabrakło do zwycięstwa?

Nie wiem. Jakby Piotrek Zieliński strzelił w końcówce, to byśmy inaczej rozmawiali. Oprócz tego było jeszcze parę innych sytuacji i dlatego wydaje mi się, że byliśmy trochę lepsi. Bośniacy nie są słabą drużyną, grali na mistrzostwach świata, mają dobrych zawodników i są na fali wznoszącej. Teraz bierzemy się już za Szwecję i do boju.

Przyjechał pan na kadrę po dłuższej przerwie już jako zawodnik z Ligi Mistrzów. Jest pan teraz inaczej postrzegany niż wcześniej?

Na pewno. Ta historia, która mi się przytrafiła, to jest fajny przykład, żeby się nie poddawać, bo dzięki ciężkiej pracy można osiągać sukcesy. Na pewno ludzie mnie teraz inaczej postrzegają, ale to wszystko będzie do momentu, kiedy zagram mecz w reprezentacji. Wtedy zaczną mnie oceniać przez pryzmat tego, co pokażę na boisku. Wówczas zobaczymy, jakie będą nastroje wokół mnie, bo koniec końców, każdy przyjeżdża tutaj, żeby zagrać.

Mogę tutaj obiecywać, że wejdę i strzelę hat-tricka, ale czy tak będzie?

Tymoteusz Puchacz

Kiedyś miał pan twarz wesołka. Pamiętamy, jak przez strefę wywiadów przechodził pan z włączonym głośnikiem, puszczając muzykę.

Ale teraz nie wygraliśmy. Poza tym, nawet po zwycięstwie bym go ze sobą nie miał, bo w sobotę był zaplanowany trening na PGE Narodowym i głośnik został w szatni. Męczy mnie przypominanie tych głośników, bo w każdej drużynie mają je piłkarze i nie widziałem, żeby wokół tego było takie zamieszanie. Chodzę z głośnikiem, ale wiecie, tu są poważniejsze rzeczy do robienia niż ciągłe opowiadanie o tym.

Co może pan dać reprezentacji?

To się okaże, jak zagram. Mogę tutaj obiecywać, że wejdę i strzelę hat-tricka, ale czy tak będzie? Mogę dobrze dograć piłkę, dobrze bronić, to są bardziej moje zadania. Obrońca musi przede wszystkim dobrze bronić, a to, co zrobi z przodu, jest tylko na plus. Tak gram w klubie i mam wrażenie, że wychodzi to dobrze. W kadrze, jak będę grał, to będę robił, co w mojej mocy, żeby spełniać najpierw obowiązki w defensywie i dorzucić jakieś dobre zagrania w ataku, bo potrafię to robić.

Czytaj więcej

Oblężenie Sarajewa oczami 6-latka. List do dzieci tłumaczy życie kapitana Bośni

A jak porównuje pan występy w reprezentacji do występów w Lidze Mistrzów? Jakie są różnice, a jakie podobieństwa?

Trudno powiedzieć, inaczej się gra w reprezentacji, a inaczej w klubie. Tutaj spotyka się ze sobą mnóstwo piłkarzy z różnych klubów, jest krótki czas przygotowań i te mecze wyglądają różnie, zależnie od tego, z kim grasz. Bośnia i Hercegowina to nie jest Manchester United, ale jak grasz z kolei z Francją, to możesz się zderzyć z najlepszym poziomem na świecie. Jeszcze raz podkreślam, że Bośnia to naprawdę jest dobry zespół i mogliśmy to zauważyć.

Przyjazd na reprezentację to są dodatkowe emocje?

Ja się staram podchodzić do tego na chłodno i emocje zostawiać w szatni. Tak do tego podchodziłem też w moim klubie i myślę, że to mi dało duże korzyści, bo kiedyś dużo grałem sercem, a mniej głową. Teraz jestem trochę spokojniejszą osobą i jestem bardziej wyważony, co pomaga mi po prostu na boisku. Emocje zostawiam dla kibiców, dla rodziców na trybunach, a ja jestem od tego, żeby wyjść i na chłodno grać jak najlepiej.

–rozmawiał i notował Łukasz Majchrzyk