Advocaat, jak na nazwisko przystało, temat swojego wieku zawsze stara się interpretować na swoją korzyść. – Praca z ludźmi, z ich pomysłami, jest najważniejsza. Nadal sprawia mi to przyjemność. Wiek nie ma znaczenia. Liczy się to, jak się czujesz. A ja czuję się dobrze, sprawny, fit. Gdyby było inaczej, to inna historia. Ale ja nie czuję tego wieku – mówił dwa tygodnie przed startem mundialem 2026.

Łzy Advocaata na meczu Curaçao

Jednocześnie, gdy po meczu Niemcy – Curaçao został spytany o łzy wzruszenia, które napłynęły mu do oczu przy okazji hymnów, a potem po golu jego zespołu na 1:1, tłumaczył: – To może być kwestia mojego wieku, ale w takich momentach emocje wychodzą na wierzch. Muszę spróbować się temu przeciwstawić, bo nie bardzo to lubię... – przyznawał i wskazywał, że łzy były też reakcją na widok fantastycznej radości przedstawicieli najmniejszego kraju w historii mistrzostw świata, okazywanej mimo ostatecznych rozmiarów porażki 1:7.

Podczas spotkania z Niemcami miał 78 lat i 261 dni. Długowieczność dodatkowo podkreśla fakt, że jego rywalem był akurat Julian Nagelsmann, najmłodszy trener na tym mundialu (39 lat skończy 23 lipca). Niemiec to symbol i prekursor tzw. młodej fali trenerów, Hoffenheim obejmował w 1. Bundeslidze jako 28-latek (potem „polskimi Nagelsmannami” media nazywały choćby Dawida Szulczka i Adriana Siemieńca). Nagelsmanna nie było jeszcze na świecie, gdy Advocaat już był trenerem i to od razu asystentem u wielkiego Rinusa Michelsa.

Awans na mundial zespołu opartego na byłych zawodnikach holenderskich kadr młodzieżowych był sensacją. Curaçao okazało się lepsze m.in. od Haiti, Jamajki oraz Trynidadu i Tobago, które mają już w dorobku grę na MŚ. Dick Advocaat z powodu choroby córki i jej chemioterapii nie poprowadził już zespołu z ławki trenerskiej w decydującym o awansie listopadowym meczu z Jamajką (0:0), z posady zrezygnował w lutym tego roku. „Zawsze powtarzałem, że rodzina stoi ponad futbolem” – przekazał w oświadczeniu.

Kadrę przejął jego rodak Fred Rutten, ale szybko okazało się, że nie nadaje z zespołem na tych samych falach, miał wprowadzić dużo większy rygor niż jego poprzednik. W przypadku Curaçao piłkarze mają sporo do powiedzenia, a jeszcze więcej – linie lotnicze Corendon. Sponsor kadry niemal zmusił federację do ponownego zatrudnienia Advocaata, a ten w maju zgodził się na powrót, bo jego córka czuła się już lepiej.

Holender na tych mistrzostwach jest jedynym selekcjonerem, który prowadził też drużynę podczas pierwszego amerykańskiego mundialu w 1994 r. I nie jest to też pierwszy raz, gdy jego kadencji towarzyszą zawirowania personalne.

Od mundialu 1994 w USA do mundialu 2026 w USA

Futbol w Holandii od lat 70. był zdominowany przez dwie wielkie osobowości: Rinusa Michelsa i Johana Cruyffa. Obaj doprowadzili Oranje do finału MŚ 1974, ale to nie znaczy, że potem zawsze było im po drodze. Michels jako trener wygrał Euro 1988, a gdy z powodów zdrowotnych musiał zrezygnować, miał obiecać kadrę Cruyffowi, by ostatecznie wskazać na Leo Beenhakkera. Zbuntowani wobec tej decyzji zawodnicy skompromitowali się na MŚ 1990. Cztery lata później kadrę na mundialu znów miał poprowadzić Cruyff, wbrew woli Michelsa i ku uciesze piłkarzy, ale znów do tego nie doszło (choć tym razem więcej winy dopatrywano się po stronie „Boskiego Johana”). Selekcjonerem na amerykański turniej pozostał więc prowadzący zespół już w eliminacjach, były asystent Michelsa, Advocaat.

I to on wziął udział w najgłośniejszej konferencji prasowej przed mundialem 1994. Atmosfera na niej była tak gęsta, że powietrze można by ciąć tasakiem do cięcia twardych holenderskich serów. Obok Advocaata za stołem usiadł Ruud Gullit, gwiazdor światowego futbolu i laureat Złotej Piłki. Panowie z trudem mogli na siebie patrzeć. Gullit, który liczył do końca na selekcjonera Cruyffa, przekonywał, że „nie chce powtórzyć błędów z 1990 r.”, nie widział się też na prawym skrzydle, gdzie został ustawiony w meczu towarzyskim i ogłosił zakończenie gry w reprezentacji. Advocaat nie rozumiał rezygnacji Gullita. Holendrzy znów osiągnęli mistrzostwo w skłóceniu.

Z mundialu w USA wrócił po emocjonującym ćwierćfinale z Brazylią (2:3), co z jednej strony było najlepszym wynikiem Holandii od MŚ 1978, a z drugiej – zdaniem piłkarzy – zmarnował ich potencjał. „Po meczu z Brazylią wydawało mi się, że mu ulżyło, bo nie wypadliśmy aż tak źle. Jednak nie wyciągnął maksimum z tego, czym dysponował. Nie włożyliśmy w grę dość ikry. Daliśmy się onieśmielić brazylijskiemu talentowi i arogancji. Dick powinien był wcześniej pozwolić nam przejąć więcej inicjatywy” – pisał Dennis Bergkamp w swojej autobiografii.

Gdy dekadę później Advocaat prowadził reprezentację Holandii podczas Euro 2004, ponownie była mowa o szkoleniowcach, którzy mieli dostać posadę zamiast niego (Ronald Koeman, Guus Hiddink i Co Adriaanse odmówili) oraz o niewykorzystanym potencjale. Owszem, jego drużyna kolejny raz stworzyła najlepsze widowisko w całym turnieju, w fazie grupowej z Czechami, ale znów przegrała je 2:3 (na dodatek prowadząc 2:0). Dotarcie do półfinału (porażka z Portugalią) znów było słodko-gorzkie, skoro w pięciu meczach Holendrzy wygrali tylko raz i to z Łotwą (nudny bezbramkowy ćwierćfinał ze Szwecją rozstrzygnęli w karnych).

Trzecia holenderska kadencja Advocaata była już katastrofą: nie awansował na MŚ 2018, w grupie za Francją i Szwecją. Inne reprezentacje na dużych turniejach prowadził jako następca i „słabsza wersja” Guusa Hiddinka: z Koreą Południową w 2006 r. nie powtórzył półfinału mundialu (jak w 2002 r. przy pomocy sędziów), a z Rosją w 2012 r. – półfinału Euro z 2008 r. W obu przypadkach nie wychodził z grupy w bolesny sposób: jego koreańska kadra po zwycięstwie nad Togo i remisie z Francją wszystko zaprzepaściła ze Szwajcarią, zaś Sborna na naszych stadionach pokonała Czechy i zremisowała z Polską (1:1 z golem Błaszczykowskiego), by na koniec przegrać z Grecją. Nawet gdy obejmował Curaçao, trudno było nie mieć skojarzenia, że dzieje się to w związku z tym, że sukces w postaci punktu na mundialu z Trynidadem i Tobago w 2006 r. osiągnął inny holenderski senior (choć wówczas „tylko” 63-letni) Leo Beenhakker.

Advocaat prowadził też duże kluby (PSV Eindhoven, Rangers, Borussię Moenchengladbach, Sunderland, Fenerbahce, Feyenoord), ale spektakularny sukces odniósł tylko w Zenicie St. Petersburg, gdzie za pieniądze Gazpromu zbudował zespół na mistrzostwo Rosji (2007) i Puchar UEFA (2008).

A jednak przeciętny, co najmniej 40-letni kibic na świecie, gdy do tej pory słyszał imię i nazwisko „Dick Advocaat”, prawdopodobnie miał przed oczami zdjęcia z głośnej pożegnalnej konferencji prasowej Ruuda Gullita. Możliwe, że to skojarzenie zmieni jednak Curaçao o smaku łez.  

Najstarsi trenerzy w historii MŚ

Mundial 2026 pod względem obecności doświadczonych selekcjonerów jest wyjątkowy. Do tej pory najstarszym trenerem, który poprowadził zespół na MŚ był Niemiec Otto Rehhagel (w 2010 r.  jako selekcjoner Grecji miał niespełna 72 lata), a po siedemdziesiątce byli wcześniej jeszcze tylko Cesare Maldini (jako trener Paragwaju w 2002 r.), Oscar Tabárez (z Urugwajem w 2018 r.) i Louis van Gaal (Holandia 2022). Ich rekordy na trwającym mundialu pobili kolejno Hugo Broos z kadrą RPA (74 lata i 63 dni) i Czech Miroslav Koubek (74 lata i 284 dni) oraz opisywany Dick Advocaat, a do top 4 wejdzie też prowadzący Ghanę 73-letni Portugalczyk Carlos Queiroz. 

Szanse na zostanie najstarszym trenerem w historii MŚ miał również 80-letni Rumun Mircea Lucescu, ale jego zespół przegrał baraże w strefie UEFA, a on sam trzy dni po meczu z Turcją zasłabł i wkrótce zmarł w szpitalu.