Mikael Ishak podchodził już do rzutu karnego, gdy sędzia został wezwany do monitora, by obejrzeć powtórkę sytuacji. Jedenastkę anulował, bo zanim piłka trafiła w rękę Jonasa Jensena-Abbew, odbiła się od jego uda.
Była 24. minuta meczu przy Bułgarskiej. Choć Lech nadal remisował z Aarhus, nikt na stadionie jeszcze się nie denerwował, bo przecież gospodarze mieli trzybramkową zaliczkę z Danii (zwycięstwo 4:1). Nikt poza Nielsem Frederiksenem, który skakał i wściekał się przy linii bocznej.
Lech Poznań – Aarhus. Zmarnowana zaliczka i rzuty karne
– Gdy spojrzymy w przeszłość, w futbolu zdarzały się różne sytuacje. Dlatego musimy mieć pokorę i wciąż być w 100 proc. skoncentrowani – ostrzegał trener mistrzów Polski.
Niestety kibice przy Bułgarskiej przekonali się o tym na własne oczy. Rywale część strat odrobili jeszcze przed przerwą, gdy żaden z obrońców Lecha nie zatrzymał akcji Kristiana Arnstada, a Tobias Bech trafił uderzeniem z ostrego kąta.
Gospodarze schodzili do szatni, przegrywając, ale paniki jeszcze nie było. Ta wkradła się po przerwie. Dziesięć minut po powrocie na murawę Robert Gumny zagrał piłkę ręką, a Arnstad, choć z trudem, pokonał z jedenastu metrów Mateusza Lisa. Zaczęło się robić nerwowo. Tym bardziej, że Duńczycy byli coraz bardziej nakręceni i kwadrans przed końcem doprowadzili do dogrywki. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego trafił głową Frederik Tingager.
Piłkarze Lecha musieli się obudzić, ale z każdą upływającą minutą wyglądali coraz słabiej. Trudno było szukać nadziei. W 95. minucie wlał ją jeden ze zmienników Filip Jagiełło, wykorzystując moment nieuwagi defensywy Aarhus. Radość trwała jednak tylko kilka minut, bo nikt nie powstrzymał szarżującego w polu karnym 18-letniego Tomasa Oliego Kristjanssona, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku.
Lech spada do eliminacji Ligi Europy
Lech miał szansę rozstrzygnąć losy dwumeczu w dogrywce, ale tego nie zrobił. Potrzebne były rzuty karne. Jagiełło wykorzystał pierwszą jedenastkę, ale później spudłowali Allahyar Sayyadmanesh oraz Antoni Kozubal i spełnił się najczarniejszy scenariusz.
– Nie powiem nic mądrego. Mieliśmy wszystko w swoich rękach, a dzisiaj odpadamy. Ciężko powiedzieć, co było naszym największym problemem. Myślę, że ten wynik w Aarhus zakłamał rzeczywistość – przyznał przed kamerami TVP Sport Jagiełło.
Brak awansu do trzeciej rundy oznacza, że Lech nadal nie jest pewny, że jesienią wystąpi w jakichkolwiek rozgrywkach w Europie. Teraz będzie się bił o Ligę Europy, ale nie taki był cel.