Legia oddała w Szczecinie aż 24 strzały, ale była nieskuteczna, biła głową w mur i zanosiło się, że wróci do Warszawy bez kompletu punktów.

Aż przyszła 96. minuta spotkania, w polu karnym Pogoni zrobiło się gorąco, a piłkę do bramki wepchnął z bliska Zoran Arsenić.

Wróciła Ekstraklasa. Legia grała do końca, Wieczysta z historyczną bramką

Marek Papszun miał nosa. Nie tylko dlatego, że sprowadził Arsenicia latem z Rakowa Częstochowa, ale też w odpowiednim momencie wpuścił go w piątkowy wieczór na boisko. Chorwat wstał z ławki rezerwowych kilka minut wcześniej i od razu w swoim debiucie został bohaterem Legii.

Czytaj więcej

Startuje Ekstraklasa. Lech broni tytułu, Legia chce wrócić na tron, Kraków ma aż trzy kluby

Wydawało się, że będzie nim Mileta Rajović, ale VAR (nowe centrum dowodzenia, w którym pracują sędziowie przed monitorami, działa już w siedzibie PZPN) nie uznał mu dwóch trafień: najpierw z powodu zagrania ręką, potem spalonego.

Dla Pogoni, prowadzonej przez nowego trenera, Hiszpana Oscara Garcię, najlepszej sytuacji nie wykorzystał Jean-Pierre Nsame, który do niedawna grał jeszcze w Legii. Jego strzał obronił w efektowny sposób Otto Hindrich.

24 lipca był historycznym dniem dla Wieczystej. Debiutująca w Ekstraklasie drużyna z Krakowa ma ambitne plany, ale sezon zaczęła od wyjazdowej porażki 1:2 z Radomiakiem. Wstydu jednak nie było, choć pierwszych punktów też nie. Była za to pierwsza bramka. Zdobył ją Austriak Stefan Feiertag, któremu wcześniej przy stanie 0:0 VAR nie uznał gola z powodu spalonego.

Za tydzień beniaminek z Krakowa podejmie na stadionie Wisły mistrza Polski Lecha Poznań.