– Żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć – ostrzegał jeszcze przed meczem trener Rakowa Dawid Kroczek.
Niewiele jednak brakowało, by jego zespół stał się obiektem drwin i napisał kolejny rozdział opowieści o wpadkach polskich drużyn w europejskich pucharach.
Raków – Valletta FC. W Częstochowie pachniało sensacją
Po 23 minutach spotkania w Częstochowie kibice gospodarzy przecierali oczy ze zdumienia. Defensywa Rakowa przysnęła, a argentyński obrońca Manuel Morello doszedł do dośrodkowania i z bliska trafił na 1:0.
W szatni musiało być bardzo gorąco, bo po przerwie gospodarze ruszyli do odrabiania strat. Kilka minut po powrocie na boisko wyrównał Mahir Emreli. Były napastnik Legii, wypożyczony z Kaiserslautern, od początku polował na bramkę i w końcu się jej doczekał.
Strach zajrzał miejscowym kibicom jeszcze raz w oczy, gdy sędzia postanowił podyktować rzut karny, bo dopatrzył się zagrania ręką Patryka Makucha. Petar Sekulović jednak spudłował, posyłając piłkę w trybuny, a Raków zareagował najlepiej, jak mógł i odpowiedział dwoma trafieniami: Makucha i Stratosa Svarnasa.
Piłkarze z Częstochowy polecą więc za tydzień na Maltę z solidną zaliczką. Po tym, co zdarzyło się w czwartkowy wieczór, trzeba jednak wyciągnąć wnioski, bo silniejsi rywale na pewno wykorzystają i jesienią może nie być pucharów w Częstochowie.
– Od początku zagraliśmy zbyt ospale. Staraliśmy się jednak zachować spokój, nawet jak coś nie szło po naszej myśli. Nie możemy panikować i tracić kontroli. To było istotne w tym meczu – przekonywał trener Kroczek.