Dla jednych każdy mecz na mundialu jest świętem i niezapomnianym wydarzeniem. Dla drugich takie starcia to tylko obowiązek w drodze po coś większego, może nawet mistrzostwo świata. Trudno byłoby znaleźć parę, którą dzieliłaby większa przepaść. Niemcy cztery razy wygrywali mundial, cztery razy byli na drugim miejscu i cztery razy stawali na najniższym stopniu podium.
Curaçao na mundialu debiutuje i przeszło do historii jako najmniejszy kraj, który wysłał swoją drużynę do walki o mistrzostwo świata. Połowa populacji zmieściłaby się na stadionie w Nowym Jorku, na którym zostanie rozegrany finał. Niemcy są futbolową potęgą i samych zawodników mają zarejestrowanych dużo więcej niż Curaçao ma ludności (155 tys.). Piłkarze z tej małej wyspy na zgrupowanie przylecieli z całymi rodzinami, bo wszyscy mogli i chcieli świętować ten awans.
Niemcy – Curaçao. Cenna lekcja futbolu debiutanta
Może gdyby FIFA nie powiększyła turnieju do 48 zespołów i gdyby impreza nie odbywała się w Ameryce Północnej, to reprezentacja karaibskiej wyspy nie dałaby rady przejść przez eliminacje, ale trzeba oddać tej drużynie, że wykorzystała swoją szansę. Nie byłoby też tego sukcesu, gdyby nie udało się namówić do gry piłkarzy urodzonych i wyszkolonych w Holandii.
Prawie cała drużyna ma taką przeszłość, na czele z Riechedly Bazoerem, który przeszedł przez wszystkie reprezentacje juniorskie w Holandii i nawet rozegrał sześć spotkań w seniorach, z piłkarzem PSV Armando Obispo czy kapitanem Leandro Bacuną, którego bardzo dobrze znają kibice Aston Villi.
Meczem w Houston Niemcy, którzy ostatni raz na inaugurację mundialu wygrali 12 lat temu, chcieli dobrze rozpocząć turniej, rozpędzić się po ciężkim sezonie, szybko przypieczętować zwycięstwo i dać szansę gry rezerwowym. Zawodnicy Curaçao mogli marzyć o tym, żeby zagrać jak Trynidad i Tobago 20 lat temu, które potrafiło wyrwać remis silniejszej Szwecji. Punktów wspólnych było więcej. Trynidad i Tobago prowadził Leo Beenhakker, selekcjonerem Curaçao jest inny utytułowany Holender Dick Advocaat.
Historia się jednak nie powtórzyła, choć przez moment pachniało sensacją. Niemcy szybko objęli prowadzenie, ale później dali się zaskoczyć i w 21. minucie wyrównał Livano Comenencia. Przez 17 minut piłkarze Advocaata byli w niebie, ale potem na ziemię sprowadził ich Nico Schlotterbeck, który strzelił gola po rzucie rożnym, a w doliczonym czasie pierwszej połowy rzut karny wykorzystał Kai Havertz.
Curaçao jak Brazylia. Siedem bramek Niemców
Drugą połowę Niemcy zaczęli od gola Jamala Musiali, po świetnym prostopadłym podaniu Joshuy Kimmicha i kibice mogli odetchnąć. Już było wiadomo, że takiej przewagi zawodnicy Juliana Nagelsmanna nie oddadzą. Można było zacząć wpuszczać na boisko rezerwowych, bo turniej jest długi i trzeba ostrożnie szafować siłami najważniejszych piłkarzy, a tym z drugiego planu dać poczuć, że są potrzebni.
Czytaj więcej
Marokańczycy zaskoczyli Brazylijczyków, ale Canarinhos zdołali uniknąć porażki w pierwszym meczu mistrzostw świata dzięki błyskowi Viniciusa Juniora.
Niemcy nie zatrzymali się jednak na czterech trafieniach i skoro szło dobrze, to dorzucili jeszcze trzy gole. Wynik 7:1 budzi szacunek, zwłaszcza że problemy zdążyli już mieć Szwajcarzy, którzy oddali punkt słabemu Katarowi.
Piłkarze Curaçao nie wyglądali po meczu na szczęśliwych, ale nie mają powodów do wstydu. Grali tak, jak umieli i mogą sobie przypominać, że tyle samo goli z Niemcami stracili kiedyś nawet Brazylijczycy.