Hiszpanie przylecieli na mundial jako główny – obok Francji – kandydat do tytułu. Nic dziwnego, skoro ostatnią porażkę w meczu o punkty ponieśli w 2023 r. Wygrali w tym czasie Ligę Narodów i zostali mistrzami Europy.
Z dobrym wejściem w mundial miewali jednak ostatnio problemy. W 2010 r. co prawda nawet porażka na otwarcie ze Szwajcarią (0:1) nie przeszkodziła im sięgnąć w RPA po złoto. Ale cztery lata później w Brazylii doznali klęski z Holandią (1:5) i nie wyszli z grupy, a kolejne mistrzostwa w Rosji zaczęli od remisu z Portugalią (3:3). Dopiero w Katarze rozbili na inaugurację Kostarykę (7:0), ale – podobnie jak cztery lata wcześniej – wrócili do domu już po 1/8 finału.
Hiszpanie znów bez zwycięstwa na inaugurację mundialu
To wszystko (plus kontuzje) sprawiało, że Hiszpanie ostrożnie oceniali szanse swojej reprezentacji. Dzieliły ich także wybory selekcjonera Luisa de la Fuente, który nie zabrał na mundial ani jednego zawodnika Realu (to pierwszy taki przypadek w historii), choć kibicom Królewskich mógł to nieco zrekompensować fakt, że Marc Cucurella tuż przed spotkaniem z Republiką Zielonego Przylądka został ogłoszony jako nowy gracz zespołu z Madrytu.
Czytaj więcej
Francuzi obok Hiszpanów wymieniani są w gronie głównych kandydatów do tytułu. Ten mundial jest dla nich szczególny również dlatego, że żegnają się...
– Republika Zielonego Przylądka to bardzo dobrze zorganizowany zespół. Ich zawodnicy są bardzo silni fizycznie, szybcy i pokonali Kamerun – przypominał trener Hiszpanów. – Mogą być jedną z drużyn, które sprawią na mundialu niespodziankę, a mecz będzie wymagał od nas gry na najwyższym poziomie.
De la Fuente się nie pomylił. Hiszpanie bili głową w mur, bo ich rywale – nazywani Błękitnymi Rekinami – chcieli udowodnić, że awansowali na mundial nie przez przypadek.
Do eliminacji mistrzostw świata ta była kolonia portugalska przystąpiła dopiero w XXI wieku. W 2013 r. Republika Zielonego Przylądka zadebiutowała w Pucharze Narodów Afryki i dotarła aż do ćwierćfinału. Awans na mundial był kolejnym ważnym krokiem.
Czytaj więcej
Sabri Lamouchi po porażce 1:5 ze Szwecją nie jest już selekcjonerem reprezentacji Tunezji - podał dziennikarz Romain Molina. Zwolnienie trenera jes...
– To coś więcej niż tylko sukces piłkarski. To osiągnięcie kulturalne i muzyczne. Chcemy pokazać nasz kraj światu, dlatego jesteśmy bardzo szczęśliwi, że zmierzymy się już na początku z Hiszpanią. Lubimy wyzwania – przekonywał selekcjoner Bubista, a jego zawodnicy skutecznie bronili się przed Hiszpanami, skrupulatnie budującymi swoje akcje.
Mundial 2026. Republika Zielonego Przylądka z historycznym punktem
Dzień wcześniej inny debiutant, Curaçao, został rozbity przez Niemców 1:7, ale strzelił historycznego gola. Republika Zielonego Przylądka chciała zrobić coś więcej, a marzenie o urwaniu punktu Hiszpanii z każdą upływającą minutą stawało się coraz bardziej realne.
Czytaj więcej
Piłkarze Curaçao przez moment postraszyli gigantów, ale ostatecznie odebrali lekcję futbolu. Niemcy zdobyli siedem bramek, stracili jedną i w dobry...
De la Fuente nie miał wyjścia. Musiał sięgnąć po Lamine'a Yamala. Kandydat na gwiazdę turnieju zaczął mecz na ławce rezerwowych. Młody, ale już bardzo doświadczony skrzydłowy Barcelony zmagał się ostatnio z urazem i choć jest gotowy do gry, selekcjoner nie chciał ryzykować, że coś mu się stanie.
Yamal wszedł więc na boisko w 71. minucie i rozkręcił trochę grę zespołu. Odżyły też trybuny. Ale tylko na chwilę, więc de la Fuente posłał na murawę kolejnego zawodnika, który był odkryciem Euro 2024 – Nico Williamsa. To także jednak nie przyniosło efektu. Hiszpanie grali wolno i bez pomysłu, jak na zaciągniętym hamulcu ręcznym i staliśmy się świadkami największej jak dotąd niespodzianki na mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku.
Hiszpanów zatrzymał Vozinha. 40-letni bramkarz, grający w drugiej lidze portugalskiej, wyceniany przez portal Transfermarkt na ledwie 50 tys. euro, bronił wszystkie strzały mistrzów Europy i zasłużenie dostał nagrodę dla MVP spotkania.
Hiszpańskie gazety i portale, zgodnie z przewidywaniami, grzmią o katastrofie i blamażu, ale nie inaczej na ten wynik zareagowała cała Europa, pisząc o tym, jak debiutant z liczącego pół miliona mieszkańców kraju upokorzył wielkiego rywala.
Mohamed Salah wciąż czeka na wygrany mecz na mundialu
Mohamed Salah mógł zrobić sobie prezent i w dniu 34. urodzin poprowadzić Egipt do pierwszego mundialowego zwycięstwa. Osiem lat temu w Rosji Salah opuścił inauguracyjne spotkanie przez kontuzję, a w dwóch kolejnych zdobył po bramce. To jednak wtedy nie wystarczyło do wygranej.
Dla Belgów tamte mistrzostwa pozostają najpiękniejszym wspomnieniem (zajęli trzecie miejsce), choć wróżono im jeszcze większe sukcesy. Złote pokolenie dorosło, liderzy – Kevin de Bruyne, Romelu Lukaku czy Thibaut Courtois – są już po trzydziestce. Bardzo prawdopodobne, że to ich ostatni mundial w tym składzie. I że znów obejdą się smakiem.
Niewiele brakowało, by w poniedziałek przegrali z Egiptem. Rywale sprawiali lepsze wrażenie i po 20 minutach objęli prowadzenie. Strzał życia oddał Emam Ashour – pomocnik Al-Ahly, który w Europie rozegrał tylko siedem meczów w duńskim Midtjylland. Belgów przed porażką uratował gol samobójczy. Mohamed Hany, próbując powstrzymać w polu karnym Lukaku, wbił piłkę do własnej bramki.