Doprawdy dziwna to, ale symboliczna zmiana. Carlo Ancelottiego zastępuje w Madrycie człowiek, który przez długi czas był dla Włocha sennym koszmarem. Człowiek, który zabrał mu sprzed nosa puchar, pisząc z Liverpoolem w Stambule najbardziej niewiarygodny scenariusz w historii finałów Ligi Mistrzów – od 0:3 do 3:3 z Milanem i zwycięstwo w rzutach karnych z Jerzym Dudkiem w roli głównej.
„To bez wątpienia piłkarski pracoholik. I myśliciel. Bez przerwy rozmawiał z nami o futbolu, starał się wszystko dopracowywać do perfekcji. Za jego kadencji każdy zrobił krok do przodu. Pracowaliśmy bardzo mocno nad taktyką. Benitez dostrzegł w tej dziedzinie największe braki. Wydawało mu się dziwne, że takich rzeczy nie znaliśmy. Dotąd graliśmy intuicyjnie, bazując na swoich najlepszych cechach – wspominał w swojej pierwszej biografii „Uwierzyć w siebie. Do przerwy 0:3" polski bramkarz, odstawiony później przez Hiszpana na boczny tor.