Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego pięciokrotni mistrzowie świata Brazylijczycy czekają na tytuł już 24 lata.
- Dlaczego przełamanie europejskiej dominacji powierzono pierwszemu w historii zagranicznemu selekcjonerowi.
- Na czym polega autorska strategia Carlo Ancelottiego, łącząca brazylijski temperament z włoską dyscypliną.
Kiedy w 2002 r. Ronaldo, Rivaldo i Ronaldinho prowadzili Canarinhos do złota podczas turnieju w Korei i Japonii, nikt nie przypuszczał, że końca dobiega pewien etap.
To były trzecie z rzędu mistrzostwa, w których Brazylijczycy zagrali w finale. Nic nie wskazywało, że przez kolejne ćwierć wieku będą mieli aż takie problemy z wejściem do strefy medalowej.
Brazylia potrzebowała trenera z autorytetem
Od tego czasu tylko raz awansowali do półfinału, w 2014 r. na własnej ziemi. Ale nawet wtedy nastroje były podłe. Wsparcie publiczności miało im pomóc sięgnąć po tytuł, tymczasem doznali szokującej porażki 1:7 z Niemcami i na mecz o trzecie miejsce już się nie pozbierali. Zresztą, zwycięstwo i tak by nie zmieniło postrzegania tego turnieju jako klęski.
Dla Brazylijczyków liczy się tylko puchar. To przedmiot pożądania, który zdobywali pięciokrotnie. Nikt nie wygrywał mundialu częściej.
Fakty są jednak takie, że dorosło całe pokolenie Brazylijczyków, które nie pamięta reprezentacji świętującej sukcesy. Ostatnio na przeszkodzie za każdym razem stawali jej rywale z Europy, dlatego Canarinhos, by przerwać fatalną serię, postanowili zatrudnić Włocha Carlo Ancelottiego. Nikt tak dobrze jak on nie zna europejskiego futbolu. Pięć razy triumfował w Lidze Mistrzów i zdobywał tytuły w każdej z pięciu najsilniejszych lig.
– Jedną z rzeczy, których Brazylia potrzebowała najbardziej, był trener większy od zawodników – zauważa Walter Casagrande, były reprezentant kraju, a obecnie ekspert piłkarski.
Czytaj więcej
Carlo Ancelotti będzie nowym selekcjonerem reprezentacji Brazylii. Czy przywróci drużynie blask i odniesie z nią sukces na przyszłorocznym mundialu...
Wydaje się, że Włoch ma wystarczający autorytet, by zapanować nad gwiazdami Canarinhos, zresztą część z nich, m.in. Viniciusa Juniora, zna jeszcze z pracy w Realu Madryt. Nie musi krzyczeć, by zyskać posłuch w szatni.
Co ciekawe, Ancelotti siedział na trenerskiej ławce w finale poprzedniego mundialu organizowanego przez USA (1994), gdy Włosi przegrali po rzutach karnych z Brazylią. Był asystentem Arrigo Sacchiego i nie miał prawa przypuszczać, że kiedyś stanie na czele Canarinhos jako pierwszy zagraniczny selekcjoner, który poprowadzi ich na mistrzostwach świata.
To na początku nie wszystkim się podobało, argumentowano, że kadrę na tak ważnej imprezie powinien prowadzić Brazylijczyk, ale Ancelotti ma dar zjednywania sobie ludzi, zrobił też wiele, by dostać kredyt zaufania (m.in. od razu zaczął naukę portugalskiego), i dziś głosy krytyki ucichły.
Czytaj więcej
Amerykańskie mistrzostwa świata w 1994 r. były moimi pierwszymi jako młodego komentatora, więc dla mnie osobiście były przełomowe, ale z punktu wid...
Przejął zespół w trakcie eliminacji. Droga na mundial w USA, Kanadzie i Meksyku była wyboista. Canarinhos ponieśli w eliminacjach aż sześć porażek – więcej niż przez poprzednie 20 lat we wszystkich kwalifikacjach. Mimo to Ancelotti wierzy, że dla Brazylijczyków będzie to piękne lato.
– Jestem pewien, że czeka nas wspaniały turniej. Mam bardzo utalentowaną kadrę – podkreśla. Już wcześniej przekonywał, że Canarinhos mają w składzie dwóch z pięciu najlepszych graczy na świecie: Raphinhę (Barcelona) i Viniciusa Juniora (Real). Bogactwo wyboru w ofensywie (jest jeszcze m.in. Neymar, ale cały czas zmaga się z kontuzjami) powoduje, że Ancelotti może sobie pozwolić na odważne ustawienie 4-2-4. O defensywę dbają Marquinhos (Paris Saint-Germain) i Gabriel (Arsenal), czyli finaliści ostatniej Ligi Mistrzów.
Carlo Ancelotti. „Na dziś nie widzę jednego faworyta mundialu”
Przepis Ancelottiego na sukces to brazylijski temperament i włoska dyscyplina. – Na dziś nie widzę jednego faworyta. Jest wiele drużyn zdolnych do walki o tytuł, ale żadna się nie wyróżnia. Mundialu nie wygra idealny zespół, bo taki nie istnieje. Wygrać może bardziej odporny, a my chcemy być najbardziej odporną ekipą na świecie – zaznacza selekcjoner Canarinhos.
Czytaj więcej
W USA, Kanadzie i Meksyku ruszają największe w historii futbolu mistrzostwa świata. Może będą też najlepsze, ale na razie najmniej mówi się o piłce...
Wytrwałość i rozsądne zarządzanie siłami będą potrzebne, bo to największe i najdłuższe mistrzostwa świata w historii. By zdobyć tytuł, trzeba będzie rozegrać osiem meczów.
Brazylijczycy zaczynają turniej od razu spotkaniem z wymagającym przeciwnikiem. Maroko cztery lata temu było rewelacją mistrzostw w Katarze, eliminując w drodze do półfinału Hiszpanów i Portugalczyków. To będzie jeden z hitów fazy grupowej, którego nie wolno przegapić.
MUNDIAL W TELEWIZJI
Piątek
Grupa B: Kanada – Bośnia i Hercegowina (21.00, TVP 1, TVP Sport)
Grupa D: USA – Paragwaj (3.00, TVP 2, TVP Sport)
Sobota
Grupa B: Katar – Szwajcaria (21.00, TVP 1, TVP Sport)
Grupa C: Brazylia – Maroko (0.00, TVP 2, TVP Sport)
Grupa C: Haiti – Szkocja (3.00, TVP 1)
Niedziela
Grupa D: Australia – Turcja (6.00, TVP 2, TVP Sport)
Grupa E: Niemcy – Curacao (19.00, TVP 2, TVP Sport)
Grupa F: Holandia – Japonia (22.00, TVP 1, TVP Sport)
Grupa E: Wybrzeże Kości Słoniowej – Ekwador (1.00, TVP 2, TVP Sport)
Grupa F: Szwecja – Tunezja (4.00, TVP 1)