Zgodnie z obietnicą działacze FIS zaraz po mistrzostwach świata w Lahti przekazali, iż zdecydowali się na apelację do Międzynarodowego Trybunału ds Sportu (CAS) w Lozannie w sprawie wysokości kary nałożonej na znaną norweską biegaczkę narciarską Therese Johaug po wykryciu w jej organizmie substancji dopingowej – closteboolu.
Stosowna komisja Norweskiego Komitetu Olimpijskiego i Paraolimpijskiego po śledztwie i przesłuchaniach zainteresowanych stron – 10 lutego 2017 roku uznała, że przyjęcie zabronionej substancji w maści na oparzenia ust zasługuje na 13 miesięcy dyskwalifikacji.
Panel Antydopingowy FIS po przyjrzeniu się sprawie stwierdził, że norweska kara zasługuje na apelację w CAS chociaż można się zgodzić, że przyjęcie dopingu mogło być nieświadome z racji wskazania Johaug leku przez zaufanego i mającego wcześniej dobrą reputację lekarza sportowego.
Nie ma jednak wątpliwości, że doszło do poważnego złamania reguł antydopingowych i, wedle członków Panelu Antydopingowego FIS nie było podstaw do wymierzania kary na najniższym możliwym poziomie, gdyż nie jest ona adekwatna do zaniedbań samej zawodniczki. Therese Johaug zlekceważyła bowiem czytelny, czerwony dopingowy znak ostrzegawczy na opakowaniu maści, nie wzięła też pod uwagę faktu, że lekarstwo było jej nieznane i kupowano je w obcym kraju.
Z powyższych powodów FIS wystosowało 7 marca apelację do Komitetu Orzekającego CAS w celu ponownego, niezależnego określenia wymiaru kary dla Norweżki. Działacze FIS podali w komunikacie, że do czasu podania rozstrzygnięcia przez Trybunał nie będą komentować sprawy.
Wiadomość z Lozanny jest groźna dla Therese Johaug. Kara 13 miesięcy dyskwalifikacji oznaczała przede wszystkim możliwość startu biegaczki w igrzyskach w Pjongczang i nadzieję na poprawę reputacji. Działacze FIS składając apelację zapewne myślą o karze z przedziału 15– 24 miesiące (mniej więcej tyle dostawali inni sportowcy za podobne przewinienia), co oznaczałoby koniec myślenia o igrzyskach w 2018 roku i poważne załamanie kariery Norweżki.