Korespondencja z Tokio

Ostatni olimpijski medal w biegach zdobył wtedy dla polskiej lekkiej atletyki Bronisław Malinowski. Dziś wreszcie królowa sportu doczekała się nowych bohaterów.

Finał wygrali Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński, ale złotych medalistów jest więcej. - Bardzo napędził nas bieg eliminacyjny. To nasz wspólny, ogromny sukces - podkreśla Święty-Ersetic, wskazując na Dariusza Kowaluka, Małgorzatę Hołub-Kowalik oraz Igę Baumgart-Witan.

- Emocje są takie, że sami jeszcze nie wiemy, co się wydarzyło - mówi Kaczmarek. - Bardzo się stresowałam przed biegiem, bo Karol jest szybki i bałam się, że może na mnie wpaść, ale wszystko się udało. Kontrolowałam sytuację, nie zrobiłam niczego głupiego.

Biegnący na pierwszej zmianie Zalewski jest dziś nie tylko mistrzem olimpijskim, ale także rekordzistą i mistrzem świata z hali (2018). To wieniec sukcesów, o jakim wielu może pomarzyć. Teraz, podobnie jak w Birmingham, Polacy pokonali Amerykanów, których pierwotnie w finale miało nie być.

- Ten medal z nimi jako rywalami lepiej smakuje. Pamiętam, jak w Birmingham spuścili głowy i nie chcieli wejść na podium. Nie potraktowali nas poważnie i mogliśmy się im zrewanżować. Teraz wszyscy już podeszli, pogratulowali, przybili piątki - mówi Zalewski.

Sztafetę zamknął Duszyński, który jako jedyny z polskich finalistów biegał także w eliminacjach. - Stresowałem się chyba mniej niż dzień wcześniej. Wiedziałem, że dam radę pobiec szybciej. Na mojej zmianie zwieńczyłem pracę całego zespołu - podkreśla.

Święty-Ersetic wystąpiła w finale, choć jej przygotowania storpedowała kontuzja. Nasza zawodniczka bardzo długo zmagała się z urazem mięśnia czworogłowego. - Możliwe, że wycofam się z biegu indywidualnego na rzecz sztafety - mówi i dodaje: - Obiecuję, że ten medal to jeszcze nie jest podczas tych igrzysk nasze ostatnie słowo.

Finał sztafet kobiet 4x400 metrów w sobotę o 14:30 czasu polskiego. Panowie pobiegną o 14:50.