Francuzi nazywają ten turniej Wimbledonem Lazurowego Wybrzeża. Trawa rośnie tam wprawdzie tylko na kwietnikach, ale kto widział Morze Śródziemne za trybunami kortu centralnego Monte Carlo Country Club i góry z drugiej strony, przyzna, że miejsce jest wyjątkowe.
– W moich czasach to był ważny powód, by tam przyjeżdżać. Liczyła się ta oprawa, imprezy towarzyszące i urok okolic. Dziś może bardziej przyciągają grających punkty rankingowe i premie, ale turniej wciąż pozostaje jedyny w swym rodzaju – twierdzi dyrektor imprezy Żeljko Franulović, zwycięzca z 1970 roku.
Miejsce przypomina, czym jest prestiż i tradycja tenisa (początek rywalizacji – rok 1897), ale okoliczności podstawowe są takie, że to dziś turniej z cyklu ATP Masters 1000 (trzeci w sezonie), z pulą nagród sięgającą 3,3 mln euro, otwierający sezon gry na kortach ziemnych, więc obecność jest niemal obowiązkowa.
Przyjechali zatem Novak Djoković, Roger Federer i Rafael Nadal, jest obrońca tytułu z zeszłego roku Stan Wawrinka, z pierwszej 20 rankingu ATP będzie 16 tenisistów. Najważniejsi nieobecni to młody małżonek Andy Murray i Kei Nishikori.
Wyznaczać prognozy na Monte Carlo w tym roku niełatwo – są tacy, którzy postawią na to, że Djoković będzie pierwszym tenisistą, który wygra trzy turnieje Masters 1000 po kolei. W końcu jest od ośmiu lat mieszkańcem Monte Carlo, spaceruje lub jeździ na rowerze obok sławnych kortów, zwyciężył tam już dwa lata temu. Jeśli organizm Serba nie zbuntuje się po wysiłku w Indian Wells i Miami, to kto wie.
Są tacy, którzy na czerwonej mączce chcą znów widzieć zwycięstwa Nadala. Drabinka pokazuje, że może on trafić na Djokovicia w półfinale, ale są też wątpliwości, czy do niego dotrwa. – Przyjechałem tu w najgorszej formie w karierze. Mój ranking zależy od tego, co osiągnę przez najbliższe sześć–osiem tygodni. Jeśli nie dam rady grać lepiej, będzie mała katastrofa, lecz nie spodziewajcie się nagłego zwrotu – to są ostatnie słowa hiszpańskiego mistrza, który w Monte Carlo wygrywał osiem razy.
Co do innych – też jest sporo pytań. Każdy start Federera to zagadka, bo Szwajcar po swojemu gra rzadko, oszczędza siły na Wielkiego Szlema, lecz w zeszłym roku mu się chciało – walczył w finale z Wawrinką.