Korespondencja z Paryża
Hurkacz z Nakashimą grali na raty. Sędzia przerwał mecz w pierwszym secie przy wyniku 6:5 dla Amerykanina, choć wtedy jedynie lekko mżyło, a zirytowany Hurkacz pytał: „Dlaczego? Co to za różnica?". Decyzja okazała się słuszna, bo wkrótce zaczęło padać znacznie mocniej. Była środa.
Tenisiści wrócili na kort dopiero kolejnego dnia i to jedynie na godzinę. Amerykanin zdążył wygrać pierwszego seta w tie-breaku, a Hurkacz — po dobrej i cierpliwej grze — drugiego. Wydawało się, że przewaga Polaka rośnie, a rywal gubi rytm. Deszcz zafundował jednak tenisistom kolejną, blisko godzinną przerwę, tym razem przy wyniku 1:1 w trzecim secie. Było czwartkowe popołudnie.