Korespondencja z Paryża
Djoković podczas losowania miał szczęście. Trafił na 33-latka, który nigdy w karierze nie przebrnął przez trzecią rundę turnieju Wielkiego Szlema i ani razu nie pokonał zawodnika czołowej „trójki” rankingu. Był mistrzem Roland Garros dwukrotnie, ale w deblu — z Nicolasem Mahutem.
Mecz na korcie Philippe'a Chartiera był dla Herberta nagrodą za wysiłek włożony w zdobycie „dzikiej karty” oraz trudy kariery naznaczonej 20-miesięczną przerwą wywołaną kontuzją i chorobą. - Widzę w tym turnieju swego rodzaju rekompensatę oraz święto — mówił. Wiedział, że trafił wprawdzie na Djokovicia zranionego, ale trudno było wierzyć, że sam zdoła wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę.
Pierwszy set, w którym Serb był wyraźnie lepszy, trwał 37 minut. Francuz w drugim miał więcej przebłysków i akcji, którymi podrywał publiczność - jakby nabierał odwagi. Doszło do tie-breaka, w którym Djoković był bezbłędny, a w trzecim secie poszedł za ciosem i zamknął mecz.
Czytaj więcej
Rafael Nadal chwytał chwile, zanim opadnie kurtyna, ale przegrał z Alexandrem Zverevem 3:6, 6:7(5...