Rz: Dużo ma pan wspomnień z Australian Open?
Wojciech Fibak: Kiedyś Europejczycy stronili od tego turnieju z powodu terminu, dalekiej drogi i nierównej trawy w klubie Kooyong. I w drabince czekała trzydziestka rywali z Australii i USA, którzy świetnie serwowali i bez przerwy biegali atakować do siatki. Przygotować się na to – prawie niemożliwe. Też latałem tam rzadko, właściwie tylko raz, co skończyło się porażką w 1/8 finału w singlu z mocno serwującym Hankiem Pfisterem, ale też wygraną w deblu z Kimem Warwickiem.
Czemu dziś wszyscy chwalą grę w Melbourne?
Dobrą decyzją była zmiana nawierzchni z trawy na korty twarde. Wyniki stały się bardziej wiarygodne, pojawiła się możliwość lepszego przygotowania na kortach Florydy i gdzie indziej. Australijczycy zrobili wiele, by ten turniej pod każdym względem dorównał pozostałej trójce. Do tego dochodzi świetna publiczność, która kocha sport, nie tylko tenis.
Widzi pan Agnieszkę Radwańską z mistrzowskim pucharem w dłoniach?
Australian Open to po Wimbledonie drugi ulubiony turniej Agnieszki. Jeśli do naturalnej szybkości, siły mentalnej i znakomitej techniki dołoży dobre przygotowanie, to czemu nie. Są jednak pułapki – jedną jest obecność na drodze Samanthy Stosur, z którą Radwańska grać nie lubi, bo to rotacyjny, niemal męski tenis. Drugą może zastawić Sloane Stephens – Serena bis, szybka, mocna, choć jeszcze bez sukcesów. Znaków zapytania jest więcej, wcale nie musi dojść do półfinału Polki z Sereną Williams lub Marią Szarapową, bo i te wielkie zawodniczki mają przed sobą trudne mecze.
Jakie są szanse rekonwalescenta Jerzego Janowicza?
Kiedyś poleciałem do Australii na nieoficjalne mecze pokazowe w kożuchu z europejskiej zimy, prosto z samolotu wpadłem na kort i nawet wygrałem z Tonym Roche'em i Johnem Newcombe'em, ale w Wielkim Szlemie byłoby to bardzo trudne. Janowicz, bez przystosowania do upałów i zmiany czasu oraz paru meczów na australijskiej nawierzchni, raczej nie jest w stanie wygrać z Johnem Isnerem, sprzyjać mu może tylko chłód wieczornego spotkania i świadomość, że nie ma nic do stracenia.
Ktoś pokona Novaka Djokovicia?
Serb przegrywa tylko z kimś, kto wykazuje wyjątkową regularność, jak Kei Nishikori w najlepszej formie, lub z tenisistą z atomowym serwisem w stylu Ivo Karlovicia. Jednak trochę z sentymentu stawiam na drugim miejscu Rogera Federera, choć to nie jest jego ulubiony turniej. Ale nie wykluczam, że wysoko zajdą inni, młodsi – z pokolenia Milosa Raonicia i Nicka Kyrgiosa.
Zobacz także:
Australian Open pod znakiem Radwańskiej i Janowicza?