To była druga edycja wydarzenia i wzbudziła nad Newą spore zainteresowanie, choć opinia publiczna w innych miejscach świata dowiedziała się o nim chyba dopiero wtedy, gdy działacze WTA przekazali, że nie będą karać uczestniczek za obecność, bo to czas po sezonie, i zainteresowane mogą uczestniczyć w dowolnym wydarzeniu pokazowym jako „niezależni wykonawcy”.
Przybyło więc sześć zawodniczek: Weronika Kudermietowa, Anastazja Potapowa, Wiera Zwonariowa, Diana Sznajder z Rosji, Julia Putincewa reprezentująca Kazachstan oraz Bułgarka Wiktoria Tomowa. Pojawili się także gracze z ATP: miejscowi Karen Chaczanow i Aleksandr Szewczenko, Aleksandr Bublik (Kazachstan), Serbowie Dusan Lajović i Laslo Djere, Hiszpan Roberto Bautista-Agut oraz Francuz Adrian Mannarino.
Czytaj więcej
Rosjanie i tenisiści pochodzenia rosyjskiego odnoszą wielkie sukcesy. Wygrywają dla siebie i dla swoich ojczyzn, bo nie wszyscy chcą grać dla kraju...
Impreza miała charakter spotkania drużynowego, więc w rolach kapitanów wystąpiły dawne sławy: Swietłana Kuzniecowa (Rosja) i Janko Tipsarević (Serbia) oraz Anastazja Myskina (dziś pani wiceprezes Rosyjskiej Federacji Tenisowej) i Nikołaj Dawydienko.
Halep nie kusi losu
Na wstępnej liście zgłoszeń była też Włoszka Jasmine Paolini, ale po fali krytyki w mediach społecznościowych do Rosji nie pojechała, wysyłając komunikat – prawdziwy lub nie – o kontuzji kostki.
Organizatorzy mieli też śmiały pomysł, by do udziału zaprosić zdyskwalifikowaną za doping na cztery lata Simonę Halep. Negocjacje skończyły się na odpowiedzi: „Nie kuśmy losu”. Rumuńska gwiazda czeka bowiem na decyzję w sprawie procesu odwoławczego przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu (CAS).
Turniej, który odbył się zatem bez niej, przyniósł zwycięstwo „Lwów” nad „Sfinksami”, celebrację nowej pary małżeńskiej – Potapowa została 1 grudnia panią Szewczenko – oraz parę innych zdarzeń na korcie hali KSK „Arena” z pogranicza sportu i show-biznesu. Przyniósł też słabo zakamuflowaną pretensję do świata, że ten wciąż nie chce przywracać sportowców Rosji do pełnoprawnego udziału w wielkich imprezach i utrzymuje sankcje.
Czytaj więcej
– Nie było w naszych działaniach paniki, tylko refleksje po porażkach – mówi „Rz” trener Igi Świątek Tomasz Wiktorowski.
Wspierana przez Białoruś agresja na Ukrainę w świecie tenisa spowodowała znane skutki. Drużyny tych krajów straciły możliwość gry w nadzorowanych przez Międzynarodową Federację Tenisową (ITF) rozgrywkach o Puchar Davisa i Puchar Billie Jean King, zniknęły rosyjskie turnieje WTA, ATP oraz mniejsze. Sankcje indywidualne były łagodniejsze: tenisistki i tenisiści z Rosji i Białorusi mogą jeździć po świecie i startować niemal bez przeszkód w WTA Tour i ATP World Tour pod warunkiem prezentowania neutralności, co w praktyce oznacza jedynie brak flagi i nazwy kraju przy nazwisku.
Wimbledon, który jako jedyny z turniejów Wielkiego Szlema twardo zakazał w 2022 roku gry Rosjanom oraz Białorusinom, utrzymał ograniczenie tylko przez rok. Pozbawienie uczestników punktów rankingowych i inne formy nacisku okazały się skuteczne.
Nikt o tych sprawach w St. Petersburgu nie wspomniał. Trudno się dziwić, skoro główną postacią wśród organizatorów jest 67-letnia Natalia Kamelzon, kiedyś tenisistka i trenerka, a dziś ważna działaczka, wiceprezes Moskiewskiej Federacji Tenisowej.
Turniej bez polityki
Urodziła się w Doniecku, grała głównie na terenie byłego ZSRR, po karierze skończyła studia, by wrócić do miasta rodzinnego i zacząć karierę trenerską oraz administracyjną. Jest żoną Władimira Kamelzona (zasłużonego trenera, członka zarządu federacji), z którym po upadku Związku Radzieckiego wyjechała do USA, by przez trzy lata prowadzić w Miami szkołę tenisa.
– „Bierzecie pieniądze od morderców, gwałcicieli, katów, rabusiów i zbrodniarzy wojennych?! Ci goście są szczęśliwi” – napisał do uczestników turnieju Aleksander Dołgopołow.
Po powrocie do Rosji Kamelzonowie założyli w Moskwie szkołę, z której wyszli w świat m.in. Jewgienij Donskoj, Daria Gawriłowa (dziś Saville), Irina Chromaczewa czy Witalija Djaczenko. Ciąg dalszy kariery Natalii to organizacja turniejów tenisowych w Rosji: także wysokiej rangi, jak WTA St. Petersburg Ladies Trophy i ATP St. Petersburg Open.
Kiedy imprezy te z wiadomych względów wypadły z kalendarza, Kamelzon wymyśliła „Trofea Palmiry Północy”, pokazówkę, która – jej zdaniem – nie ma żadnego związku z polityką, a jeśli może dla kogoś trochę ma, to chętnych do gry, nawet w „obecnej sytuacji geopolitycznej”, nie brakuje („Halep też była chętna, ale nie mogła”). Dla zachęty przypomniała, nie obowiązuje kontrola antydopingowa. – Ten turniej tenisowy przywróci ducha olimpizmu – mówi jego dyrektor generalny Aleksander Miedwiediew, czyli ceniący tenis wiceprezes zarządu Gazpromu.
– Sankcje nie będą w stanie nas powstrzymać. Cały świat wie, że Miedwiediew i Rublow pochodzą z Rosji. Podczas ATP Finals we Włoszech pięć osób mówiło po rosyjsku. Kogo próbujemy oszukać? – pyta Władimir Kamelzon.
Ukraińska odpowiedź pozostaje bez zmian. – „Bierzecie pieniądze od morderców, gwałcicieli, katów, rabusiów i zbrodniarzy wojennych?! Ci goście są szczęśliwi” – napisał do uczestników turnieju Aleksander Dołgopołow. To były ukraiński tenisista, który po rozpoczęciu wojny zaciągnął się do armii, więc jego słowa mają szczególne znacznie.