Tomasz Wiktorowski: Życie nigdy z nas nie uszło

– Nie było w naszych działaniach paniki, tylko refleksje po porażkach – mówi „Rz” trener Igi Świątek Tomasz Wiktorowski.

Publikacja: 01.12.2023 03:00

Tomasz Wiktorowski

Tomasz Wiktorowski

Foto: PAP/Leszek Szymański

Pojedzie pan jeszcze kiedyś do Cancun?

Pod względem turystycznym widzę spory potencjał tego miejsca. I może kiedyś udam się do Meksyku, żeby lepiej poznać historię tej cywilizacji. Natomiast mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał tam lecieć w celach służbowo-tenisowych.

Czytaj więcej

Iga Świątek: Pragnienie zwycięstwa mam we krwi

Ale czy to właśnie w Cancun, po wygraniu przez Igę Świątek Finału WTA Tour, poczuł pan, że wracacie do życia?

Nigdy nie czułem, żeby tenisowe życie z nas uszło. Nie twierdzę, że nie było w nas żadnej refleksji po porażkach, ale jakieś ogromne zmartwienie nie przyszło.

Nawet po tej najboleśniejszej, z Weroniką Kudermietową w Tokio?

Refleksja była i po porażce z Jeleną Ostapienko w US Open, i po przegranych z Jessicą Pegulą w Montrealu czy Coco Gauff w Cincinnati. To były mecze, w których pojawiły się błędy. Obejrzeliśmy te spotkania z Igą uważnie. Wszystkie, oprócz spotkania z Kudermietową, bo tego oglądać nie było sensu. Natomiast mecze z Gauff i Pegulą wręcz przewałkowaliśmy, by wyciągnąć wnioski.

Ale nie było w panu strachu, że oto nadchodzi tak dobrze znane w kobiecym tenisie ostatnich lat psychiczne podłamanie po wielkich sukcesach? Nie miał pan wątpliwości, Iga ich nie miała?

Miała. Ja też nie byłem spokojny, ale w żadnym momencie nie pojawiła się w naszych działaniach jakakolwiek panika. Pamiętam wszystkie rozmowy, które przeprowadziliśmy z Igą, bo nie były proste. Sama w którymś z wywiadów do tego nawiązała. To jest naturalne, że gdy przychodzi gorszy moment, pojawiają się wątpliwości. Może się pojawić nawet obawa, strach. Pamiętam te rozmowy doskonale i pamiętam, co zrobiliśmy. Skupiliśmy się na codziennej, ciężkiej pracy. Odwołaliśmy się do sprawdzonych schematów i obudowaliśmy to treningiem technicznym. Mając świadomość dobrze wykonanych zadań treningowych, łatwiej sobie radzić z różnymi przeciwnościami oraz wątpliwościami.

Czytaj więcej

Mirosław Żukowski o sukcesie Igi Świątek: Strach miał wielkie oczy

Iga zawsze podkreśla właśnie znaczenie kwestii mentalnych…

Bo są bardzo ważne, a w niektórych sytuacjach mają decydujące znaczenie. Należy jednak pamiętać, że sfera mentalna jest kluczowa wtedy, kiedy wszystko, co jest niezbędne, żeby funkcjonować na najwyższym sportowym, tenisowym poziomie, jest zrobione, jak trzeba. Zawodnik zaczyna czuć się swobodnie, kiedy jest silny. Przygotowany fizycznie i techniczno-taktycznie. Kiedy wytrzymałość, szybkość i zwrotność są na optymalnym poziomie. Kiedy kontroluje piłkę oraz gra na własnych warunkach. To są zawsze naczynia połączone, które budują skuteczność na poziomie, na którym jest Iga.

No to jak ocenia pan mijający rok Świątek właśnie z punktu widzenia poszczególnych elementów gry?

Gdybyśmy chcieli w taki sposób podchodzić do tenisa zawodowego, to musielibyśmy grać przez cały rok na tych samych kortach, w tych samych warunkach i tymi samymi piłkami. I wtedy może moglibyśmy pokusić się o tego typu ocenę. Najlepiej, żeby to jeszcze była ta sama przeciwniczka za każdym razem. Ale przecież każdy rywal wywiera na nas inny wpływ i nie pokuszę się w tej chwili o ocenę, gdzie zrobiliśmy postęp, a co może w danym momencie wyszło gorzej. Szukamy odpowiedzi, reagujemy, w tenisie tak naprawdę wszystko płynie. Naszym zadaniem jest przygotować Igę w taki sposób, żeby znajdowała odpowiedź w każdej sytuacji. Klasę gracza poznaje się po tym, jak w innych strefach czasowych, na różnych nawierzchniach, innymi piłkami, przy zmieniających się warunkach atmosferycznych i różnych przeciwnikach jest w stanie pokazać swój najlepszy tenis.

Czytaj więcej

Daria Abramowicz dla „Rzeczpospolitej”: Mamy z Igą jasno wyznaczone granice

Z tego punktu widzenia Finał WTA Tour w Cancun jednak wydaje się dla pana podopiecznej kluczowy. Tam w fatalnych warunkach, na fatalnym korcie najłatwiej było znaleźć usprawiedliwienie dla porażki. Wszystkie narzekały, tylko Iga Świątek wygrywała jak na paradzie…

Cancun to była kompromitacja, jeżeli chodzi o proces decyzyjny i organizację turnieju. Dziewczyny miały prawo poczuć się niedocenione i tu był problem. Ale trzeba było sobie z tym poradzić. Rozmawiam z Igą o tego typu kwestiach od początku mojej pracy. Wszędzie jest inaczej, a najważniejsze jest, aby się dostosować i pokazać najlepszy tenis w danych warunkach. Jeżeli w zeszłym tygodniu zawodniczka grała świetnie, a w tym rozkłada ręce, jest wściekła, dopada ją frustracja, to znaczy, że nie jest jeszcze profesjonalistką na najwyższym poziomie.

Czy myśli pan, że WTA, o której pisze się, że jest na krawędzi bankructwa, wyciągnie wnioski? Jaka jest pana opinia na temat organizacyjnego stanu kobiecego tenisa?

Cancun to była kompromitacja, jeżeli chodzi o proces decyzyjny i organizację turnieju. Dziewczyny miały prawo poczuć się niedocenione.

Jestem bardzo rozczarowany tym, w jaki sposób WTA funkcjonuje w ostatnim czasie i zaczynam mieć przekonanie, że tenisistki powinny się zjednoczyć, żeby mówić o najważniejszych dla nich sprawach jednym głosem. W tym aspekcie mój pogląd w ostatnich miesiącach ewoluuje. Dziesięć lat temu ufałem WTA i byłem pod wrażeniem, jak tworzy warunki dla tenisistek do tego, żeby się mogły rozwijać, pracować i nawet funkcjonować po zakończeniu kariery. W tej chwili wygląda na to, że jest organizacją walczącą o przetrwanie i zarządzaną w sposób nie do końca korzystny dla zawodniczek.

Czytaj więcej

Tomasz Wiktorowski przed Wimbledonem: Ułatwimy Idze życie na trawie

Myśli pan, że po tym co działo się w Cancun, po nieakceptowalnej dla większości reformie touru planowanej na przyszły rok, tenisistki są gotowe do powołania alternatywnych rozgrywek?

Nie odpowiem, choć mam w tej sprawie swoją opinię i staram się doradzać Idze. Natomiast mimo wszystko nie próbuję zagłębiać się w tę kwestię, żeby nie przysłoniło mi to tego, co najważniejsze, czyli aspektu sportowego. List zawodniczek do WTA przeczytałem i wyraziłem swoją opinię. Oczywiście Iga, jako liderka światowego rankingu, musi zabierać i będzie zabierała głos w sprawach ważnych dla jej kariery i karier jej koleżanek. Robi to ostatecznie według własnej oceny.

A pretekstu do tego chyba nie zabraknie, bo WTA Tour czekają w przyszłym roku poważne zmiany…

Do tej pory miałem wrażenie, że WTA ma jednolity kalendarz i plan. W tej chwili to się rozsypało. Może jeszcze nie totalnie, ale jednak się rozsypie w momencie, gdy okaże się, że turnieje wielkoszlemowe nie wliczają się do rankingu. A to będzie możliwe, jeśli zawodniczka taka jak Iga nie wypełni minimum, czyli nie zagra dziesięciu turniejów rangi 1000 i sześciu turniejów rangi 500. Wtedy najniższy dorobek punktowy z turnieju Wielkiego Szlema przestanie się liczyć do rankingu WTA.

To byłoby samobójstwo dla kobiecego tenisa. Jakie widzi pan wyjście z tej sytuacji?

Turnieje wielkoszlemowe są solą tenisa. Są też wystarczająco silne i bogate, żeby przy tak absurdalnych pomysłach WTA zorganizować alternatywny cykl turniejów i podziękować tej organizacji. Gdyby Australian Open zagospodarowało turnieje azjatyckie i te z Bliskiego Wschodu, gdyby Wimbledon i Roland Garros zainteresowały się turniejami europejskimi, a US Open uczyniło to samo z turniejami w Ameryce, można zorganizować całoroczny globalny tour i zaangażować sponsorów. Dużym graczem na rynku, w niedalekiej przyszłości, może się też okazać Arabia Saudyjska. Mam nadzieję, że nigdy do czegoś takiego nie dojdzie, ale eliminowanie turniejów wielkoszlemowych z rankingu WTA jest błędem.

Wracając do Igi: czy w przyszłym roku igrzyska olimpijskie w Paryżu będą celem równie istotnym jak Wielkie Szlemy?

Tak. Igrzyska są dla nas priorytetem i zaczynamy przygotowania do nich tak naprawdę w styczniu, a nawet już w grudniu. Z myślą nie tylko o singlu, lecz także o mikście z Hubertem Hurkaczem, a to jest zupełnie inna dyscyplina, której tak naprawdę nie mamy możliwości spróbować w czasie roku.

Czy mecze z Aryną Sabalenką z Białorusi i Rosjankami to wciąż inny kontekst niż np. z Coco Gauff, o których media piszą, że to spotkania z koleżanką?

Nie, przynajmniej z mojej perspektywy. Podgrzewanie atmosfery po prostu dobrze się sprzedaje. Tak samo, na zasadzie kontrastu, były budowane rywalizacje Borga z McEnroe, Samprasa z Agassim czy Nadala z Federerem.

Ale za tym nie stała polityka, za tym nie stała wojna…

Zgadza się i WTA popełniło błąd, dopuszczając Rosjanki oraz Białorusinki do rywalizacji. W tej chwili już nie ma sensu do tego wracać. Twarda decyzja powinna zostać podjęta na samym początku. Teraz to jest już musztarda po obiedzie.

Iga wróciła z wakacji. Co teraz robicie, na czym polega trening w tym okresie roku?

Pierwszy tydzień był wprowadzający. Potem zaczęliśmy ciężką pracę pod przewodnictwem Maćka Ryszczuka. I to jest ten czas, kiedy muszę się dopasować do tego, co on ustali. W ciągu roku znaczna część treningów miała przede wszystkim charakter podtrzymujący. Przy tej liczbie meczów, przy tej intensywności turniejowej, nie mamy czasu, żeby „pracować na plus”. W tej chwili zwracam uwagę przede wszystkim na kwestie techniczne. Robimy mnóstwo akcji z powietrza, by poprawić wolej. Oczywiście najważniejsza jest baza, bo dzięki niej Iga wygrywa swoje mecze, dzięki temu, co robi najlepiej na świecie.

A co robi najlepiej na świecie?

Zbicie z forhendu, rotacja, jaką nadaje piłce przy tym uderzeniu, przejście z przekątnej na uderzenie po linii, wejście na pierwszą piłkę po serwisie w linię i inside out, kierowanie serwisem, zmiana rotacji serwisowej, aktywna gra w obronie. To są elementy, którymi buduje swoją skuteczność. Natomiast cała reszta, o której niektórzy mówią i stawiają jako zarzut, że jeszcze tego nie robi, to elementy, których nie poprawimy w ciągu kilku miesięcy. To wymaga czasu, zbudowania intuicji, mentalności związanej z przełamaniem pewnych barier. Systematycznie idziemy do przodu.

Czyli będzie dobrze?

Dziś nie widzę powodów, żeby nie było.

Pojedzie pan jeszcze kiedyś do Cancun?

Pod względem turystycznym widzę spory potencjał tego miejsca. I może kiedyś udam się do Meksyku, żeby lepiej poznać historię tej cywilizacji. Natomiast mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał tam lecieć w celach służbowo-tenisowych.

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Tenis
131. finał Rafaela Nadala. Hiszpan szykuje olimpijską formę
Tenis
Hubert Hurkacz przeszedł zabieg. Czy zdąży na igrzyska?
Tenis
Rafael Nadal szykuje formę na igrzyska. Pokonał Borga
Tenis
Jan Zieliński: Od zera do zwycięstwa w Wimbledonie
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Tenis
Polskie zwycięstwo w Wimbledonie. Jan Zieliński wygrywa w mikście