Daria Abramowicz dla „Rzeczpospolitej”: Mamy z Igą jasno wyznaczone granice

Możemy spędzać razem 24 godziny na dobę, ale to nie oznacza, że stajemy się przyjaciółmi. Zawodnik nigdy nie będzie kolegą psychologa – mówi psycholog sportu współpracująca z Igą Świątek.

Publikacja: 06.11.2023 16:10

Daria Abramowicz dla „Rzeczpospolitej”: Mamy z Igą jasno wyznaczone granice

Foto: AFP

Jak dużo nauczyła się pani, pracując z Igą?

Rozwinęłam się merytorycznie, bo mam dostęp do najświeższej wiedzy oraz technologii. Nauczyłam się także sporo w zakresie łączenia tego, co dzieje się na arenie bezpośredniego przygotowania do wykorzystania potencjału sportowego z aspektem biznesowo-finansowym. Widzę, jak wielki sportowiec w pewnym momencie może zostać szefem przedsiębiorstwa, którego jest rdzeniem. Czerpię także ze współpracy w świetnym zespole, gdzie nawzajem uzupełniamy swoją wiedzę. Jeden z najbardziej utytułowanych i najbardziej doświadczonych trenerów kolarstwa w historii powiedział mi zresztą kiedyś, że zawsze stara się zachowywać „otwartą głowę”, bo nawet, jeśli słyszy coś po raz tysięczny albo widzi coś dziesiątki razy, to być może wyłapie inną perspektywę lub doszuka się czegoś nowego w tej samej treści. Bardzo mądre słowa.

Czytaj więcej

Daria Abramowicz: Wymagania współczesnego świata często dociskają nas do ściany

Trudniej w przypadku Świątek zarządzać sukcesem czy porażką?

Większe wyzwanie to zarządzanie sukcesem, ale tylko dlatego, że - nie chcę brzmieć arogancko, ale takie są raczej fakty - zwycięstw ma dziś więcej niż porażek. Sukces jest więc w jej karierze bardziej obecny. Praca z niepowodzeniami w pewnym sensie wynika zaś z tego, co już osiągnęła.

Jak dużym wyzwaniem jest oddzielenie w tej relacji życia prywatnego od zawodowego?

Pracujemy od czterech lat i mamy jasno wyznaczone granice - od tego zaczynam każdy proces w mojej pracy. Wyznaczamy standardy oraz reguły. Dotyczą one tego, czym, w jakim zakresie i jak się dzielimy. Oczywiście - w sporcie na najwyższym poziomie ludzie często spędzają ze sobą nawet po 280-300 dni w roku i wówczas nie sposób być dla siebie obcym. Mieszkamy przecież w tych samych hotelach, spotkamy na śniadaniach, nasze życia do pewnego stopnia się przenikają. Najlepsze teamy budują w ten sposób swoją siłę, co jest istotne zwłaszcza w tenisie, czyli sporcie osamotniającym, ale z punktu widzenia mojej profesji bardzo ważne jest trzymanie się granic.

Możemy się lubić, ale nigdy nie będziemy przyjaciółmi?

Możemy spędzać razem 24 godziny na dobę, ale to nie oznacza, że stajemy się przyjaciółmi. Nie rozmawiamy o wszystkim, nie podejmujemy wspólnie pewnych aktywności. Zawodnik nigdy nie będzie kolegą psychologa.

Cała rozmowa we wtorek na rp.pl/sport i w wydaniu papierowym 

Jak dużo nauczyła się pani, pracując z Igą?

Rozwinęłam się merytorycznie, bo mam dostęp do najświeższej wiedzy oraz technologii. Nauczyłam się także sporo w zakresie łączenia tego, co dzieje się na arenie bezpośredniego przygotowania do wykorzystania potencjału sportowego z aspektem biznesowo-finansowym. Widzę, jak wielki sportowiec w pewnym momencie może zostać szefem przedsiębiorstwa, którego jest rdzeniem. Czerpię także ze współpracy w świetnym zespole, gdzie nawzajem uzupełniamy swoją wiedzę. Jeden z najbardziej utytułowanych i najbardziej doświadczonych trenerów kolarstwa w historii powiedział mi zresztą kiedyś, że zawsze stara się zachowywać „otwartą głowę”, bo nawet, jeśli słyszy coś po raz tysięczny albo widzi coś dziesiątki razy, to być może wyłapie inną perspektywę lub doszuka się czegoś nowego w tej samej treści. Bardzo mądre słowa.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Tenis
WTA Finals: Koncert Igi Świątek! Zagra w wielkim finale
Tenis
Tysiąc asów w herbie Huberta Hurkacza
Tenis
WTA Finals. Deszcz wstrzymał mecz Igi Świątek z Aryną Sabalenką
Tenis
Iga Świątek w finale sezonu w Cancun. Hubert Hurkacz nie wygrał w Bazylei
Tenis
Iga Świątek rezygnuje z ważnego turnieju. Zmęczenie dało o sobie znać
Materiał Promocyjny
Czym charakteryzuje się rola polskich banków na tle innych krajów regionu CEE?