Anders Besseberg strzelał do niedźwiedzi, bawił się z prostytutkami i przyjmował luksusowe prezenty za ukrywanie dopingu Rosjan. Norweg szefował światowej federacji (IBU) przez 25 lat. Jego kariera to wzór: najpierw poznawał biatlon jako zawodnik, później zaczął badać teorię w roli wykładowcy, wreszcie wrócił do praktyki i trenował reprezentację kraju. Przygodę w międzynarodowych strukturach rozpoczął od komisji technicznej, następnie został wiceprzewodniczącym, wreszcie – szefem.
Trwał, choć podobno już dziesięć lat temu kusiła go emerytura. Ale został i płaci dziś za to, że założył sobie na szyję rosyjską smycz, aby żyć pełną piersią. Układ był jasny: on broni zawodników oraz gwarantuje działaczom pozycje we władzach federacji; oni zapewniają mu dobra materialne i rozrywkę. Rosjanie byli tak pewni jego protekcji, że kiedy wybuchł skandal dopingowy na igrzyskach w Soczi, ich biatloniści wcale nie zaciągnęli hamulca ręcznego.