Wójcik była jedną z niewielu polskich nadziei na olimpijski medal. Leciała na igrzyska jako piąta zawodniczka Pucharu Świata i startowała w ostatniej parze z zewnętrznego toru – tego, który uwypukla jej największy atut, czyli atomowy start. Miała jednak dopiero dziesiąty czas otwarcia, a rywalizację zakończyła na jedenastym miejscu. Niższego tej zimy nie zajęła.
– Nie mogłam złapać rytmu na pierwszym łuku. Apetyt był większy – powiedziała po starcie przed kamerą Eurosportu i trudno się z nią nie zgodzic. Podkreślała też, że jest zadowolona z wyniku, mimo że przed igrzyskami marzyła o podium. Dziewiąty czas miała Ziomek, ale ona mówiła o niedosycie, choć to jak na razie najlepszy indywidualny występ polskiej łyżwiarki w Pekinie. Złoto zdobyła faworytka Erin Jackson, której w Pekinie mogło w ogóle nie być. Amerykanka podczas krajowych kwalifikacji upadła. Miejsce w olimpijskiej kadrze, niejako w uznaniu dla formy oraz klasy, oddała jej jednak Brittany Bowe. Ostatecznie wystartowały obie, bo Amerykanki dostały dodatkowe miejsce. Bowe była szesnasta, straciła do Jackson sekundę.