Jak to wyglądało z perspektywy ławki?
Kamil Glik: Nie jestem przyzwyczajony do oglądania meczów z ławki. Całą dorosłą karierę zazwyczaj gram w podstawowym składzie. Szczególnie w klubie. Trudno mi się wypowiadać na temat kolegów, to trochę niezręczne…
…to inaczej: Był pan zaskoczony tym, jak wyglądał mecz z Senegalem?
Zaskoczony nie jest dobrym słowem, bo przecież wiedziałem, że tu nie będzie naszego gładkiego zwycięstwa. Przed meczem nie zastanawiałem się jak wysoko wygramy i ile bramek strzelimy, trzy czy cztery. Wiedziałem, że będzie to trudne i wyrównane spotkanie. Ale dziś wynik mógł być też na naszą korzyść.
Straciliście wyjątkowo głupie bramki. Nietypowe dla tej drużyny. Szczególnie druga była kuriozalna.
I co ja mam odpowiedzieć? Zgadzam się, że bramki straciliśmy kuriozalne. I chyba tyle.
Czego dziś zabrakło?
Tak naprawdę wszystkiego po trochu. Szczególnie w pierwszej połowie wyglądało to źle. Mieliśmy zdecydowanie za dużo strat natychmiast po odbiorze. Ale tych elementów do poprawy jest zdecydowanie więcej. W drugiej połowie nasza gra wyglądała odrobinę lepiej.
Miesiąc czekaliście na ten mecz. Od rozpoczęcia zgrupowania w Juracie minęło 30 dni.
Los sprawił, że jesteśmy w ostatniej grupie, nie mamy na to wpływu. Taki był cykl przygotowań, że zgrupowanie rozpoczęło się miesiąc temu. My mogliśmy tylko trenować i czekać Natomiast nie jest to oczywiście powodem, że przegraliśmy mecz.
Na Kolumbię będzie pan gotowy?
Nie wiem. Zaczynam trenować z drużyną, pamiętajmy, że doznałem naprawdę ciężkiej kontuzji. W dniu meczu minęły dokładnie dwa tygodnie od tego zdarzenia. Dopiero dwa tygodnie. To wciąż świeża sprawa. Zobaczymy jak się sytuacja wyklaruje w tygodniu.
Mecz z Kolumbią zmienił się w mecz o wszystko.
Na pewno i dla nas i dla Kolumbii to będzie kluczowe spotkanie. Jedno jest pewne: nie możemy tego spotkania przegrać. To jest absolutne minimum, by do trzeciego spotkania, z Japonią, podejść jeszcze z nadziejami i wiarą w awans.