Niedzielne spotkanie było pełne podtekstów. W poprzednich latach oba kluby walczyły o mistrzostwo Polski i mierzyły się w finale krajowego pucharu. Temperatura bywała tak wysoka, że dochodziło nawet do awantur z udziałem piłkarzy i trenerów.
Ostatniej jesieni do listy zatargów doszła jeszcze walka o Marka Papszuna. Legia chciała go koniecznie zatrudnić po zwolnieniu Edwarda Iordanescu, a Raków nie chciał go puścić, bo trener miał ważny kontrakt. Negocjacje między klubami się przedłużały, a Legia pod wodzą tymczasowego szkoleniowca Inakiego Astiza traciła kolejne punkty, aż osunęła się do strefy spadkowej.
Czy Legia obroni się przed spadkiem?
Dla Legii zegar tyka coraz szybciej. Do końca sezonu zostało raptem kilka kolejek, a warszawski klub dalej jest w strefie spadkowej i widmo spadku coraz bardziej zbliża się do Łazienkowskiej. Trener Papszun nie okazał się cudotwórcą, bo w jego przypadku tajemnica sukcesu tkwi w ciężkiej pracy, na którą potrzeba czasu, a tego czasu Legia ma coraz mniej. Papszun musi sobie radzić z tymi samymi, przeciętnymi piłkarzami, którzy nie sprawdzili się jesienią, ale nie zrobi z nich nagle wirtuozów.
Mógł tylko poprawić ich przygotowanie fizyczne, lepiej zorganizować grę obronną i przyszykować kilka nowych wariantów rozegrania ataków. To wszystko udało się zrobić, ale resztą musieli się zająć zawodnicy, a z tym często bywały kłopoty. Nic dziwnego, że Legia najczęściej wiosną remisuje, a że rywale w walce o utrzymanie też zdobywają punkty, to drużyna z Warszawy dalej balansuje na krawędzi.