Po dwóch bezbramkowych remisach w środę czeka Brazylię mecz o wszystko z Danią. Według scenariuszy rozpisywanych przed turniejem ostatnie spotkanie grupowe miało być już towarzyskie.
Tymczasem tylko zwycięstwo nad Danią zajmującą pierwsze miejsce w grupie A da Canarinhos pewność awansu do fazy pucharowej (awans może dać nawet remis, ale musiałby to być remis bramkowy, a w równolegle rozgrywanym meczu Iraku z RPA musiałoby być 0:0). Sam fakt, że takie wyliczenia są potrzebne, pokazuje, jak nisko upadł brazylijski futbol. W pierwszym meczu Brazylijczycy bezbramkowo zremisowali z RPA, chociaż goście przez ponad pół godziny musieli grać w dziesiątkę.
Reprezentacja Republiki Południowej Afryki ma przynajmniej jakieś tradycje piłkarskie, ale tego, że Irak wyjdzie na mecz z przeciwnikami w legendarnych żółtych koszulkach bez cienia trwogi i wywalczy punkt, nikt się nie spodziewał. Dlatego też Maracana żegnała swoich piłkarzy gwizdami.
Brazylijski futbol pogrążony jest w chaosie. W związku z toczącym się postępowaniem o korupcję w Światowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) zatrzymanych zostało już trzech dżentelmenów pełniących niedawno funkcję szefa Brazylijskiej Konfederacji Piłkarskiej (CFB).
W Brazylii to żadna niespodzianka, w 2000 r. liga nie mogła wystartować z powodu przedziwnych decyzji dotyczących spadku podjętych sezon wcześniej. Ciągnący się proces sądowy, który wytoczył klub SE Gama, powodował, że CFB nie była w stanie jasno orzec, jakim klubom należy się miejsce w lidze.
Dlatego federacja nie zorganizowała w 2000 r. rozgrywek, zrobiły to same kluby. W monstrualnym turnieju łączącym system ligowy i pucharowy wystartowało 115 zespołów. Ten twór nazwano Pucharem Joao Havelange'a na cześć byłego prezydenta FIFA, dziś oskarżanego o przyjmowanie wielomilionowych łapówek. Pierwszy mecz finałowy między Vasco da Gama a Sao Caetano zakończył się tragedią, gdy nie wytrzymały ogrodzenia oddzielające przepełnione trybuny od bieżni (zginęło siedem osób).
Jednak nawet w czasach największego organizacyjnego kryzysu Brazylijczycy dobrze grali w piłkę. W 2002 r. zdobyli mistrzostwo świata, a w 1999 r. i 2004 sięgnęli po Copa America. Ale to się skończyło, dziś w gabinetach i na boisku jest równie wielki wstyd i coraz większa beznadzieja.
Od pamiętnego 1:7 z Niemcami w półfinale mistrzostw świata 2014 reprezentacja Brazylii na wielkich turniejach rozegrała cztery mecze i teraz dwa na igrzyskach. Sześć spotkań – dwie porażki, jedno zwycięstwo (7:1, ale z Haiti) i trzy bezbramkowe remisy. To mało zaszczytny bilans.
W Brazylii nie brakuje ekspertów, którzy twierdzą, że pogrom z Niemcami wciąż tkwi w głowach piłkarzy, nawet tych nieobciążonych uczestnictwem w tamtym blamażu. W ekipie Canarinhos mogą już nie grać najlepsi zawodnicy świata, ale przecież od Neymara, czy Gabriela Jesusa (tuż przed igrzyskami został za 32 miliony euro kupiony przez Manchester City) kibice mają prawo oczekiwać pokonania Iraku. Niestety, wygląda na to, że futbol to dla Brazylijczyków coraz trudniejsza miłość.