Kibice najpierw odrzucili żądanie, a potem prośby kapitana i kierownictwa Jagiellonii. Powiedzieli, że to nie jest transparent rasistowski. Kibice Legii ich poparli, bo “żyleta” popiera każdego, kto robi coś nagannego, zmuszając do reakcji PZPN, siły porządkowe lub policję. W drodze powrotnej do Białegostoku kibice Jagiellonii starli się w Zielonce z policją. Omal nie doszło do tragedii.
Problem wydaje się nierozwiązywalny, bo niechęć do organów porządku jest powszechna i łączy kibiców jak mało co. Kibice Legii obrażają się ponadto na władze klubowe, które chcą wyrzucić chuliganów ze stadionu. Kibice Lecha w meczu z Polonią wywiesili transparenty krytykujące politykę transferową klubu. Ich zdaniem w drużynie jest za dużo cudzoziemców. Kibice Cracovii żądali przed tygodniem odejścia trenera Stefana Majewskiego i nie wiadomo, czy po zwycięstwie w Wodzisławiu przeszło im, czy nie. Pewnie nie, bo Majewski pochodzi z Bydgoszczy, a nie z Krakowa. Obrażanie się jest zjawiskiem normalnym, atmosfera podejrzeń i wzajemnych oskarżeń też, bo wiara w czystość rozgrywek i wszystkiego, co się z nimi łączy, nie jest odczuciem powszechnym. A może dzieje się tak dlatego, że Wisła odpływa przeciwnikom, więc inne kluby szukają winnych wśród piłkarzy, trenerów, działaczy, sędziów, kibiców, policjantów, a nawet dziennikarzy.
Delegat PZPN nakazał przerwanie meczu na stadionie Wojska Polskiego, bo uznał, że jeden z transparentów przywieziony przez kibiców gości ma charakter rasistowski. Delegat się pomylił, akurat taki wizerunek zaciśniętej pięści z rasizmem ma niewiele wspólnego, ale kompromitacją nie jest nieznajomość symboli, tylko szopka, która zaczęła się po jego interwencji. Nie było odważnego, który wszedłby i zdjął transparent, kibice nie chcieli tego zrobić, choć w imieniu Jagiellonii długo prosił ich bramkarz Jacek Banaszyński. To już drugi taki przypadek w tym sezonie. Mecz Jagiellonii z Widzewem udało się dokończyć dopiero po zasłonięciu flagi należącej do kibiców gości jedną z reklam. W Warszawie pomogła plandeka rozwieszona na bramce treningowej, ale tylko na chwilę, bo potem kibice przewiesili flagę wyżej, a delegat pogodził się z przegraną. Najmądrzej podsumował to po meczu trener Legii Jan Urban: albo wchodzimy na trybuny i zwijamy takie transparenty w minutę, albo jeśli nie ma władzy mogącej to uczynić, nie zawracajmy sobie głowy i kończmy mecz od razu. To rozgoryczenie można zrozumieć. ?