Oficjalna strona cyklu Grand Prix (www.speedwaygp.com) nazywa go „polską gwiazdą” i zastanawia się, czy presja oczekiwań kibiców pomoże zawodnikowi. Serwis przypomina również, że kibice nad Wisłą czekają na tytuł już 37 lat. W 1973 roku najlepszy na świecie okazał się Jerzy Szczakiel. Hampel nie traci jednak dobrego samopoczucia.
– Żeby dobrze jeździć, potrzebuję, by oczy wszystkich kibiców były na mnie zwrócone. Łatwiej mi się wtedy skoncentrować na pracy, którą mam do wykonania - mówi Hampel, trzeci w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.
Wygrać w Grand Prix Czech na pewno nie będzie łatwo, ale jak dotąd Hampel miał z Pragi miłe wspomnienia. Za każdym razem, kiedy występował na stadionie Marketa, awansował do finału. Nigdy jednak nie udało mu się wygrać. Może tym razem wreszcie minie linię mety jako pierwszy?
Najwyższy czas na to. Hampel, który od kilku lat ma w Polsce status młodego zdolnego, jest ciągle w cieniu Tomasza Golloba. Nie chce jednak być do niego porównywany. Prędzej czy później będzie się musiał do tego przyzwyczaić, bo gdy Gollob zakończy karierę, kibice żużla będą śledzić wyniki Hampela ze zdwojoną uwagą. Tym bardziej że następców nie widać. Nawet Jason Crump zauważył, że kraj, który ma najmocniejszą ligę na świecie, nie ma utalentowanych juniorów. Według Australijczyka już niedługo w cyklu Grand Prix rządzić będą m.in. Duńczyk Kenneth Bjerre, Brytyjczyk Chris Holder czy Szwed Fredrik Lindgren.
Ciężko się z mistrzem świata nie zgodzić. Bjerre jeździ w tym roku rewelacyjnie i jest liderem klasyfikacji generalnej, z czym Crumpowi jest bardzo niewygodnie. W Pradze też Bjerre będzie faworytem. Pomieszać mu szyki może Emil Sajfutdinow, o którym Crump chyba zapomniał. A nie powinien, bo Rosjanin rok temu w Czechach wygrał, a w tym roku też jeździ bardzo dobrze.