Nocne zawody na torze w Abu Zabi były pierwszą w historii rundą wyścigowych mistrzostw świata, w której zdobyte przez kierowców punkty mnożono przez dwa. Kontrowersyjny przepis mógł ułatwić zadanie Nico Rosbergowi, który tracił do lidera – Hamiltona – 17 punktów.
W sobotę Niemiec po raz 11. w tym sezonie wygrał kwalifikacje, ale w wyścigu lider punktacji błyskawicznie przejął inicjatywę i wykorzystał koszmarny start rywala. – Ruszyłem jak rakieta – mówił po wyścigu Hamilton. – To był chyba najlepszy start w moim życiu.
Anglik spokojnie kontrolował przebieg wyścigu i jego partner mógł już tylko modlić się o cud w postaci pecha lidera. W samochodach Mercedesa pojawiały się w tym sezonie problemy techniczne, przez które obaj pretendenci do tytułu tracili cenne punkty. Nie inaczej było tym razem, ale złośliwość losu dopadła Rosberga. W połowie wyścigu popsuł się system odzyskiwania energii, który dodaje jednostce napędowej ponad 150 koni mechanicznych. Słabnące auto było łatwym łupem i Niemiec mógł tylko patrzeć, jak go wyprzedzają.
Tymczasem lider wcale nie mógł odetchnąć z ulgą. Odżyły wspomnienia z GP Kanady, kiedy w obu mercedesach wystąpiła taka sama awaria. Rosberg doturlał się wtedy do finiszu na drugiej pozycji, a Hamilton musiał zakończyć jazdę. Gdyby teraz samochód Anglika odmówił posłuszeństwa, to Rosbergowi do zdobycia tytułu wystarczałaby piąta lokata.
Tym razem jednak mercedes Hamiltona wytrzymał do mety, na którą wpadł dwie sekundy przed przeżywającym drugą młodość w Williamsie Felipe Massą, z którym sześć lat temu stoczył zwycięską batalię o pierwszy tytuł.