To może być dla pana ostatni sezon w karierze?
Kiedy mam słabszy dzień i podczas treningów idzie mi średnio, bywa, że mam dość. Pojawiają się myśli, że lepiej odpocząć, niż się męczyć. Wystarczy jednak jeden dobry skok, żebym dostał pozytywnego kopa. Dochodzę wówczas do wniosku, że chciałbym to robić do końca życia. Nie chcę więc stawiać sobie żadnych barier ani wyznaczać punktu, do którego powinienem w mojej karierze dojść. Po prostu skaczę i staram się te próby ciągle udoskonalać.
Poziom adrenaliny oraz radości, mimo pokaźnego pucharowego stażu, pozostają u pana na wysokim poziomie?
Są takie same, bo skoki zawsze będą dodawały mi energii. Teraz radość także jest, bo mocno czekałem, aż wejdziemy na śnieg. Bardzo chcę się pokazać podczas zawodów. Zawsze na to czekałem i myślę, że póki będę skakał, to chęci oraz uśmiech nigdy nie zgasną. Kocham to, co robię.
Czytaj więcej
Dawid Kubacki został letnim mistrzem Polski w konkursie na skoczni normalnej Skalite w Szczyrku. Wyprzedził Piotra Żyłę i Kamila Stocha – stara gwa...
Przygotowania zaczęliście tego lata dość wcześnie, jak czuje się pan fizycznie?
Mamy za sobą intensywne tygodnie, podczas których było dużo zgrupowań oraz podróży. Trenerzy mają jednak konkretny plan na to, co się dzieje. Zmęczenie jest wkalkulowane i nie mam powodów, aby im nie wierzyć. Ufam temu, co robimy. Jestem przekonany, że profity zbierzemy już niebawem. Czuję głód skoków. Czasami po całym dniu pracy bywam zmęczony, ale nawet wtedy zasypiam z myślą, że kolejnego dnia pójdę na skocznię, założę buty i znów będę robił to, co uwielbiam.
W jakim kierunku zmierza pana forma?
Dobrze mi się skacze. Nie są to próby idealne, ale idealnych chyba nigdy nie oddam, choć chcę do nich oczywiście dążyć. Są skoki udane, ale brakuje mi jeszcze regularności. Chciałbym oddawać podczas treningów pięć dobrych, a nie tylko trzy z pięciu. Myślę, że to jednak przyjdzie – wraz z zastrzykiem adrenaliny, jaki dają zawody. Wtedy też będę miał mniej aktywności poza skocznią i przeznaczę na sport całą energię.
Chciałbym wsiąść do samochodu i niczego nie planować, tylko jechać przed siebie. Sama droga ma być celem
Jaki jest pana cel na najbliższy sezon?
Dobre skoki. To się nie zmienia, choć czasem w trakcie sezonu o nim zapominam. Chęć osiągania wyników przesłania mi to, co najważniejsze, czyli koncentrację na wykonywaniu zadań oraz realizacji założeń, jakie mam przed każdym startem.
Czytaj więcej
Austriak Daniel Tschofenig na oczach kilkuset widzów został mistrzem igrzysk europejskich na średniej skoczni w Zakopanem. - Medale zdobyli ci, któ...
Jak ocenia pan współpracę z trenerem Thomasem Thurnbichlerem?
Układa się bardzo dobrze. Mieliśmy czas, żeby się dotrzeć i znaleźć wspólny język. Skoki są sportem specyficznym, wymagają wielu uwag technicznych. Chodzi o to, abym mógł je wcielić w swoje skoki, a trener dobrze rozumiał moje odczucia. Jesteśmy otwarci na komunikację oraz to, żeby iść do przodu. Poprzedni sezon był czasem owocnej pracy. Mam nadzieję, że zaprocentuje ona podczas tego najbliższego.
Najważniejszą imprezą sezonu będą mistrzostwa świata w lotach narciarskich. Czy mógłby pan opowiedzieć o kulisach imprezy z 2016 roku – także rozgrywanej w Tauplitz/Bad Mitterndorf – którą zakończył na kwalifikacjach?
To już historia, z której wyciągnąłem wnioski i wymazałem ją z głowy. Tamte mistrzostwa nie były dla mnie udane. Jestem dziś innym zawodnikiem, bardziej doświadczonym. Będę po prostu chciał oddawać jak najlepsze skoki oraz cieszyć się lotami.
Pana żona Ewa pomaga na wojnie w Ukrainie, gdzie dostarcza sprzęt żołnierzom. Martwi się pan o nią?
Przede wszystkim jestem dumny, bo robi rzeczy piękne. Takie jest pomaganie innym. Życzę każdemu, aby miał w sobie tyle odwagi i chęci. Martwię się o nią, ale także wspieram, a nawet trochę zazdroszczę, że może przeżywać takie przygody.
Podobno marzy pan, żeby po zakończeniu kariery odbyć podróż dookoła świata…
Chciałbym wsiąść do samochodu i niczego nie planować, tylko jechać przed siebie, oraz bardziej spontanicznie reagować na to, co się dzieje. Spędzić w każdym miejscu tyle czasu, ile zechcę. Nie myślę o konkretnych krajach, bo przecież nie wszędzie da się dotrzeć autem, a czasami po prostu bywa tam niebezpiecznie. Chciałbym jechać tam, gdzie można. Sama droga ma być celem. Tak wygląda mój plan.
Udział w rozmowie brali także przedstawiciele innych redakcji.