Pożegnanie skoczków z igrzyskami w Pekinie było długie, mroźne i wietrzne, ale ciekawe, przynajmniej w części decydującej o przydziale medali. Żadnej dużej niespodzianki nie ma – poza tym, że złoty medalista konkursu indywidualnego na dużej skoczni Marius Lindvik nie pomógł Norwegii.
Polacy nie obronili brązowego medalu z Pjongczangu, wypadli dokładnie tak, jak wskazywała kolejność Pucharu Narodów i wszelkie inne porównania robione przez miłośników statystyki po treningach, kwalifikacjach i wcześniejszych konkursach olimpijskich. Plus można postawić przy nazwisku Kamila Stocha, który wyrzuciwszy z siebie słowa zawodu z powodu czwartego miejsca w rywalizacji indywidualnej i trudów całego sezonu, znów skakał nie gorzej niż najlepsi. Dobrze spisał się także Paweł Wąsek, na pewno nie zawiódł w debiucie w drużynie.