To już piękna tradycja. Za kadencji Nikoli Grbicia polscy siatkarze zawsze wracają z wielkich imprez z medalem (od 2022 r. uzbierało się ich aż dziesięć). Nie inaczej było tym razem.

Jechali na mistrzostwa Europy jako główni faworyci. Taka presja potrafi czasem przygnieść, ale nie zawodników Grbicia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystko przychodzi im z łatwością. Oni po prostu bawią się siatkówką.

Polska – Francja 3:1. Udany rewanż za finał olimpijski

Do finału w Mediolanie szli jak huragan. Porażka z Bułgarią po pięciosetowej batalii w fazie grupowej była tylko wypadkiem przy pracy. Błyskawicznie wrócili na zwycięską ścieżkę i bez straty seta odprawili do domu kolejno Łotyszy, Niemców i Słoweńców. A gdy Finowie sprawili sensację, eliminując z ich drogi mistrzów świata Włochów (3:2), stało się jasne, że złoto jest już na wyciągnięcie ręki.

Czytaj więcej

Ruszają mistrzostwa Europy siatkarzy. Zwycięzca pojedzie na igrzyska olimpijskie

Pozostawało pokonać Francuzów. Siatkarze Grbicia nie potrzebowali specjalnej motywacji. Doskonale pamiętają olimpijski finał w Paryżu, który przegrali z gospodarzami aż 0:3. Nadarzyła się idealna okazja do rewanżu.

Francuzi to dziś inny zespół. Znajdują się w przebudowie (z ekipy mistrzów olimpijskich zostali tylko Trevor Clevenot, Antoine Brizard i Theo Faure), nie awansowali do turnieju finałowego Ligi Narodów, ale nie ukrywają, że dla nich celem numer jeden są igrzyska w Los Angeles. Awans do finału mistrzostw Europy pokazuje jednak, że zmierzają w dobrą stronę.

Mecz o złoto rozpoczęli od prowadzenia 2:0, potem jednak trzy asy serwisowe posłał Wilfredo Leon, który zmagał się z problemami zdrowotnymi. Na szczęście najlepszy gracz poprzednich mistrzostw był gotowy na siatkarską bitwę.

Tak jak polscy kibice, którzy opanowali halę w Mediolanie. Siedząc na trybunach, można było się poczuć, jakby ten finał rozgrywany był w Krakowie czy w Katowicach, a nie we Włoszech. Głośny doping niósł nasz zespół.

Pierwszy set to była od pierwszej do ostatniej piłki zacięta walka punkt za punkt. Siatkarski spektakl zakończył się w niesamowitych okolicznościach. Francuzi już cieszyli się z wygranej partii, ale Polacy poprosili o challenge. Powtórki potwierdziły błąd rywali (dotknięcie siatki). Zawodnicy Grbicia wrócili na boisko i wygrali 31:29.

Za rok święto siatkówki w Polsce

Polacy nie byli zadowoleni ze swojej postawy w półfinałowym spotkaniu ze Słowenią. Mówił o tym m.in. przed kamerami Polsatu Sport Tomasz Fornal („nie graliśmy wybitnie, ale zwycięzców się nie ocenia”). To jednak właśnie na tym polega ich siła. Nawet nie grając idealnie, są w stanie wyjść z każdych opresji i przechylić szalę na swoją korzyść.

Czytaj więcej

Został ostatni krok do obrony tytułu. Polscy siatkarze w finale mistrzostw Europy

Drugi set finału miał już zupełnie inny przebieg. Od początku dominowali nasi siatkarze, w pewnym momencie prowadzili nawet dziesięcioma punktami. Imponowali zagrywką, która miała być kluczem do zwycięstwa, ale też znakomicie bronili. Polskie pendolino mknęło po zwycięstwo, zostawiając w tyle francuskie TGV.

Podrażnieni Francuzi musieli zabrać się w trzecim secie do pracy. Sportową złość zamienili szybko na kilkupunktową przewagę, której nie wypuścili już z rąk. Teraz to Polacy popełniali więcej błędów, które przeciwnicy wykorzystali z zimną krwią i pozostali w grze.

Czwarta partia to znów był popis siatkarzy Grbicia, którzy uciekli na kilka punktów i wybili Francuzom z głowy marzenia o tytule. Grali koncertowo i po ponad dwóch godzinach walki zwyciężyli 3:1. Piłkę meczową wykorzystał Fornal. Tron jest nadal polski.  

Dzięki tej wygranej Polacy zyskali też dwa lata spokojnych przygotowań do igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Ale po drodze będzie jeszcze wielkie święto siatkówki – mistrzostwa świata w Polsce (2027). Oby triumf w Mediolanie był początkiem złotego marszu. 

Historyczny sukces Finlandii

Kolejną niespodziankę sprawili Finowie, pokonując 3:0 Słoweńców w meczu o brąz. To największy sukces w dziejach ich siatkówki. Wcześniej tylko raz zbliżyli się do medalu wielkiego turnieju (Euro 2007), nigdy nie byli na igrzyskach olimpijskich, a teraz doczekali się utalentowanego pokolenia i – podobnie jak Polacy – mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość.