Kiedyś zmorą polskich piłkarzy byli Anglicy, którzy bili biało-czerwonych regularnie w turniejach i eliminacjach do mistrzostw świata. Kimś takim dla polskich siatkarzy przez pewien czas byli Słoweńcy, z tą jednak różnicą, że w tych meczach to Polacy byli zawsze faworytem.

Reprezentacje Polski i Słowenii znają się doskonale, bo niemal w każdym dużym turnieju prędzej czy później trafiają na siebie, a te spotkania często przechodzą do historii i są długo rozpamiętywane przez kibiców.

Dlaczego Słowenia jest tak niewygodnym rywalem dla polskich siatkarzy?

Zaczęło się w 2015 r., kiedy Słoweńcy pokonali nas po tie-breaku w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Polacy byli wtedy mistrzami świata, szykowali się do gry o medal olimpijski, a dostali dość zimny prysznic. Dwa lata później był traumatyczny turniej w Polsce, gdzie w Tauron Arenie Kraków Słoweńcy zbili nas 3:0 w barażu o awans do ćwierćfinału, a za kolejne dwa lata znów wygrali, tym razem u siebie w Lublanie.

Czytaj więcej

Polscy siatkarze w półfinale mistrzostw Europy. Zagrają ze Słowenią lub z Belgią

Tamten półfinał jest pamiętany do dziś w Słowenii, bo biało-czerwoni byli podwójnymi mistrzami świata, stanęli latem na podium Ligi Narodów i celowali w finał. Słoweńcy mieli młodą, głodną sukcesów drużynę, ale jak wspominał w rozmowie z weszlo.com Tine Urnaut, w ojczyźnie mało kto w nich wierzył i to nawet wtedy, gdy mieli już na koncie zwycięstwa nad Bułgarami i Rosjanami. Bilety na tamto spotkanie podobno rozeszły się w 58 sekund, a gospodarze pozwolili wygrać Polakom ledwie jednego seta na oczach ponad 11 tysięcy kibiców.

W 2021 r. trzeba było przełknąć jeszcze jedną porażkę (1:3), znów u siebie, w katowickim Spodku, ale od tego czasu Polacy nauczyli się ze Słoweńcami zwyciężać. Wszystko zmieniło się w półfinale mistrzostw Europy w 2023 r., który zawodnicy Nikoli Grbicia wygrali 3:1. Rok później znów było 3:1 dla Polaków, tym razem w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich, a teraz trzeba będzie podtrzymać passę.

Latem były jeszcze trzy mecze między obiema drużynami, ale o mniejszej wadze. W Lidze Narodów Polacy i Słoweńcy podzielili się zwycięstwami (3:2 dla nich i 3:0 dla nas), a w Memoriale Huberta Wagnera biało-czerwoni wygrali 3:2.

Polska – Słowenia. Nie ma co liczyć na łatwy mecz

Ta wyliczanka jest dość długa, ale pokazuje, że z tym rywalem nie ma co liczyć na łatwe spotkania i to nawet wtedy, gdy ma problemy. Kontuzja odniesiona w meczu z Czechami wykluczyła z gry Tine Urnauta, więc Słoweńcy skorzystali z transferu medycznego i zgłosili doskonale znanego z parkietów PlusLigi Klemena Cebulja, który po igrzyskach w Paryżu odpoczywał od reprezentacji.

Czytaj więcej

Ruszają mistrzostwa Europy siatkarzy. Zwycięzca pojedzie na igrzyska olimpijskie

Przyjmujący przyjechał prosto z obozu przygotowawczego w Asseco Resovii, po sparingu z ChKS Chełm i sam przyznaje, że musi się zgrać z kolegami. Jest jednak tak doświadczonym zawodnikiem, że na pewno sobie poradzi.

Wobec Słoweńców trzeba zachować ostrożność, bo to drużyna nieobliczalna, ale jeśli Polacy zagrają tak, jak z Niemcami, którym nie dali żadnych szans, to kibice mogą się już szykować na sobotni finał.

Transmisja meczu Polska – Słowenia w piątek o 17.00 w Polsacie