Polacy przyjechali na mistrzostwa Europy z jasnym celem: zdobyć złoto i zapewnić sobie jednocześnie awans na igrzyska olimpijskie w Los Angeles. Mecz ćwierćfinałowy był tylko kolejnym przystankiem na drodze do tego celu i nikt nie zakładał kłopotów na tym etapie, zwłaszcza że Bułgarów po dramatycznym meczu zastąpili Niemcy.
Gdyby naprzeciwko reprezentacji Polski stanęli gospodarze turnieju, atmosfera w hali w Sofii byłaby bardzo gorąca, a trybuny dodawałyby bułgarskim zawodnikom skrzydeł. Tak się jednak nie stało i chociaż w hali było sporo kibiców, to najczęściej oglądali mecz w milczeniu, a trzeba przyznać, że było na co patrzeć.
Polska – Niemcy. Siatkarze Nikoli Grbicia zagrają o medale mistrzostw Europy
Niemcy przyzwyczaili już do tego, że nie boją się faworytów i chociaż nie należą do światowej czołówki, to wychodzą na parkiet zawsze po zwycięstwo. Tak samo było w starciu z Polakami. Nie mieli niczego do stracenia, więc atakowali mocno, w obronie rzucali się do każdej piłki, a kiedy przychodziło do kontrataków, to atakowali bez kalkulowania, z pełną mocą.
Oczywiście, czasami nadziewali się na polski blok, bo kiedy po drugiej stronie siatki skaczą Bartłomiej Lemański, Szymon Jakubiszak czy Wilfredo Leon, to trudno znaleźć miejsce do ataku, ale nawet kiedy piłka lądowała im pod nogami, to nie tracili wiary. Dobrze grał rozgrywający Jan Zimmerman, skuteczny w ataku był Eric Rohrs, kilka razy skutecznie uderzał Tobias Brand, czujny w bloku był Tobias Krick, ale na Polaków to w dalszym ciągu było za mało.
Tak grających biało-czerwonych chciałoby się widzieć zawsze. Niemcy celowali zagrywką w Leona, ale nasz zawodnik nie miał problemów z przyjęciem, a potem mocno atakował z lewego skrzydła. Tradycyjnie już skuteczny był Bartłomiej Bołądź, a jeśli atakujący jest w dobrej formie, to piłka przechodzi nawet przez wąską szczelinę w potrójnym bloku. Dobrze działała zagrywka Polaków, nie tylko ta mocna: Lemański i Marcin Komenda zagrali kilka razy lżej i też sprawili rywalom kłopoty.
Libero Jakub Popiwczak dobrze przyjmował zagrywki i kilka razy podbijał bardzo trudne piłki, ale trzeba powiedzieć, że cała drużyna grała dobrze taktycznie. W trzecim secie Brand atakował na czystej siatce, a i tak trafił w stojącego na czwartym metrze Bołądzia.
Nawet w trzecim secie, który Niemcy zaczęli od kilku asów serwisowych, zawodnicy Grbicia potrafili odwrócić losy spotkania. Trener rywali Massimo Botti spokojnie przemawiał do swoich siatkarzy podczas przerw na żądanie, ale nic to nie dawało. Polacy spokojnie wygrali trzeciego seta i wykonali taniec radości.