Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób reprezentacja Polski siatkarzy poradziła sobie z kontuzjami liderów i kto stał się jej nowym odkryciem.
  • Kto jest największym zagrożeniem dla Polaków i jak wyglądały ostatnie starcia z faworytami turnieju.
  • Przed jakim dylematem stanął selekcjoner tuż przed rozpoczęciem kluczowej imprezy sezonu.

Pierwsza połowa lata przebiegła dla reprezentacji bardzo dobrze. Polacy obronili złoty medal Ligi Narodów, przy okazji pokonując 3:0 w półfinale Słowenię, z którą kiedyś długo nie potrafili sobie poradzić, a w finale ogrywając zawsze groźnych Amerykanów 3:2.

Ten turniej często jest jedynie poligonem dla selekcjonerów i zespoły nie zawsze są w najwyższej formie, ale kolejne trofeum w gablocie należy szanować. Sukces udało się osiągnąć bez kilku podstawowych siatkarzy reprezentacji: kapitana Bartosza Kurka, rozgrywającego Marcina Janusza czy środkowych Mateusza Bieńka, Norberta Hubera i Jakuba Kochanowskiego. Skala zmian w składzie była naprawdę duża, na szczęście ich następcy spisali się bardzo dobrze. Można też było liczyć na liderów: Tomasza Fornala, Wilfredo Leona, Kamila Semeniuka czy Jakuba Popiwczaka.

Nikola Grbić powołał kadrę na mistrzostwa Europy

Marcin Komenda jest w reprezentacji Polski już od kilku lat, ale do tej pory był drugim rozgrywającym, bo niepodważalną pozycję miał Marcin Janusz. Na szczęście, jak mówił dla „Forum Trenera” selekcjoner Nikola Grbić, obaj zawodnicy mają podobną charakterystykę, starają się prowadzić grę w podobny sposób i kiedy Janusza z przyczyn zdrowotnych zabrakło, nie trzeba było dużo zmieniać w taktyce. Z kolei Bartłomiej Bołądź udanie zastąpił Kurka i w wieku 32 lat został podstawowym atakującym kadry.

Odkryciem można jednak nazwać środkowego Bartłomieja Lemańskiego, który wrócił do reprezentacji po wielu latach przerwy. Bez jego dobrej gry o sukcesy byłoby dużo trudniej. Pozostali środkowi (Szymon Jakubiszak, Jakub Majchrzak i Jakub Nowak) stawiają pierwsze kroki w siatkówce reprezentacyjnej. Najdłużej selekcjoner liczył na powrót Kochanowskiego, którego zabrał nawet na turniej kontynentalny Ligi Narodów do USA. Tam okazało się, że uraz jest zbyt poważny, zawodnik nie może trenować i będzie jednak musiał się poddać operacji.

Jakby mało było kłopotów, to powrót Polaków z turnieju finałowego opóźnił się o jeden dzień przez złe warunki pogodowe i problemy z przebukowaniem biletów. Grbić o dzień później zaczął zgrupowanie w Zakopanem, żeby jego siatkarze mieli dla siebie chociaż kilka dni wolnego i mogli je spędzić z rodzinami. Znów dał o sobie znać napięty kalendarz reprezentacyjny.

– Dajmy spokój z tym ciągłym mówieniem o zmęczeniu. To są mistrzostwa Europy, dopiero zaczynamy grać – zaznacza w rozmowie z „Rz” Jakub Bednaruk, były zawodnik i trener klubów PlusLigi, ekspert Polsatu Sport.

Czytaj więcej

ME siatkarek: czwarte miejsce Polek, na razie więcej się nie dało

Do Zakopanego przyjechało 15 siatkarzy i właśnie tylu selekcjoner zabiera na turniej. Nie wiadomo tylko, kogo w ostatniej chwili umieści poza kadrą (w składzie znalazło się pięciu przyjmujących i czterech środkowych, więc skreślony zostanie ktoś z tych pozycji). Według przepisów CEV w kadrze na turniej może się znaleźć tylko 14 zawodników, a jeden czeka w rezerwie na tzw.. „transfer medyczny”.

Można go wykonać jednak tylko raz i potem nie ma już odwrotu, więc przed zmianą trzeba się dobrze zastanowić. Dużo bardziej liberalne przepisy ma pod tym względem Liga Narodów, gdzie przed każdym turniejem można wymieniać siatkarzy.

– Liga Narodów to rozgrywki komercyjne, a w takich przypadkach przepisy są zawsze mniej restrykcyjne – wyjaśnia Bednaruk.

Mistrzostwa Europy. Kiedy i z kim zagrają polscy siatkarze?

W tym roku to mistrzostwa Europy są imprezą docelową i to tutaj wszystkie reprezentacje przywiozą najlepszą formę. A jest o co walczyć. Półfinaliści będą mieli zagwarantowany udział w mistrzostwach świata, a drużyna, która zdobędzie złoto, zapewni sobie wyjazd na igrzyska olimpijskie i dwa lata spokojnych przygotowań.

Czytaj więcej

Aleksandra Jagieło po mistrzostwach Europy siatkarek: Zwycięstwo nad Włoszkami byłoby cudem

Przed igrzyskami w Paryżu (2024) takiej możliwości nie było i Polacy musieli odbyć w październiku długą podróż do Chin, żeby wywalczyć awans, co przy natłoku imprez na pewno nie było komfortowe. Siatkarze Grbicia i tak byli w lepszej sytuacji niż np. Włosi, którzy musieli czekać aż do czerwca 2024 r., kiedy o wszystkim zdecydowało miejsce w światowym rankingu.

– To na pewno będzie trudniejszy turniej niż Liga Narodów, ale niekoniecznie dla nas. Nikt tego nie ukrywa, że Polacy na mistrzostwa Europy jadą po złote medale – mówi Bednaruk. Biało-czerwoni znaleźli się w Grupie B, która swoje mecze będzie rozgrywała w Sofii. Zaczynają w czwartek od starcia z Portugalią, a potem zmierzą się kolejno z: Izraelem (12 września), Macedonią Północną (13 września), Ukrainą (15 września) i Bułgarią (16 września). Dwie ostatnie drużyny powinny sprawić Polakom najwięcej problemów, ale każdy inny wynik niż pierwsze miejsce zespołu Grbicia w grupie będzie olbrzymią niespodzianką.

Oprócz Polaków faworytami są na pewno Francuzi i Włosi. Tych pierwszych Polacy w tym sezonie pokonali już dwa razy: najpierw w Lidze Narodów 3:1, ale to było niemal dwa miesiące temu. Ostatnio w Memoriale Wagnera nasi siatkarze również stracili tylko jednego seta, a to już jest wynik, który może dawać wyobrażenie, w jakiej kto jest formie.

Włochów Polacy pokonali gładko 3:0 w finale poprzednich mistrzostw Europy. Tamta porażka w 2023 r. była dla reprezentacji naszych rywali szczególnie bolesna, bo wydarzyła się w Rzymie. Rok temu to Polacy mieli niewiele do powiedzenia, kiedy obie drużyny zmierzyły się w półfinale mistrzostw świata.

Teraz finał zaplanowano w Mediolanie i nikt nie będzie zaskoczony, jeśli spotkają się znów te same drużyny. Polscy kibice na pewno życzyliby sobie powtórki sprzed trzech lat

Transmisje meczów Polaków w Polsacie. Wszystkie spotkania na kanałach sportowych Polsatu