Jak ocenić występ Polek w mistrzostwach Europy? Z jednej strony zdołały przejść ćwierćfinał, z drugiej – nie zdobyły medalu.
Zajęliśmy najgorsze miejsce, jakie można było. Kiedyś mówiliśmy, że za czwartą pozycję dostaje się medal z buraka i coś w tym jest. Jestem przekonana, że nasze zawodniczki wierzyły w podium, ale Serbia chyba była bardziej zdeterminowana. Jak na sytuację, w której jest teraz nasza reprezentacja, ten występ trzeba ocenić bardzo pozytywnie. Przechodzimy zmianę pokoleniową, wiele zawodniczek zakończyło grę w kadrze, inne miały kontuzje. Te siatkarki, które je zastąpiły, wykorzystały swoją szansę.
Czytaj więcej
Reprezentacja Polski przegrała z Serbią 1:3 (21:25, 19:25, 25:15, 18:25) w meczu o brązowy medal siatkarskich Mistrzostw Europy. Postawę naszej dru...
Można powiedzieć, że turniej odzwierciedla naszą pozycję w europejskiej siatkówce?
Myślę, że tak. Jesteśmy za wielką trójką, czyli Turcją, Włochami i Serbią. Nasz skład byłby jeszcze mocniejszy, gdyby nie kontuzje, które dopadły naszą drużynę. Nawet w trakcie turnieju wypadła Aleksandra Szczygłowska.
Trener Stefano Lavarini mówił, że reprezentacji Polski brakuje kilku drobnych elementów, żeby wygrywać z najlepszymi. Co mógł mieć na myśli?
To są oczywiście tylko moje domysły, ale mogło mu chodzić o to, że naszym zawodniczkom w decydujących momentach meczów brakuje takiego „postawienia kropki nad i”, dokończenia akcji. Poza tym Turczynki, Włoszki czy Serbki grają w najlepszych europejskich klubach. Paola Egonu, Melissa Vargas czy Tijana Bosković co roku walczą o europejskie puchary, a takie doświadczenie jest bezcenne. U nas w drużynie było sporo nowych twarzy, młodych zawodniczek, które dopiero wchodzą do siatkówki na najwyższym poziomie.
Brakowało Martyny Łukasik, Malwiny Smarzek, a mimo to Polska zajęła czwarte miejsce. Jest w kim wybierać?
Mamy głębię składu, a trener podczas turnieju mógł swobodnie rotować zawodniczkami. Każda z nowych siatkarek pokazała, że może grać w reprezentacji.
Na najwyższym poziomie trzeba mieć też odpowiedni wzrost? W finale było widać, że na lewym skrzydle mieliśmy kłopoty, kiedy wyrastał serbski blok.
Dzisiaj wzrost jest bardzo ważnym elementem siatkówki. Grę w reprezentacji zaczynałam na prawym skrzydle, ale trener Andrzej Niemczyk przestawił mnie na lewe, bo już wtedy parametry fizyczne były bardzo ważne. Spójrzmy na reprezentantkę Włoch Jekateriną Antropową, która ma ponad dwa metry wzrostu. Kiedy naprzeciwko naszych siatkarek wyrastał blok złożony z Bosković i Heny Kurtagić, to było bardzo trudno się przez niego przebić.
Skoro przypomniała pani czasy kadry Andrzeja Niemczyka, to zapytam: co miałyście wy, że zdobywałyście medale, a czego brakuje obecnej reprezentacji?
Nie lubię porównywać i unikam tego, jak mogę. Powiem może tylko, że u nas było właśnie to doświadczenie, o którym wspomniałam wcześniej. Małgorzata Glinka czy Dorota Świeniewicz grały w świetnych klubach, do tego była Magdalena Śliwa. Obok nich wchodziły młodsze Katarzyna Skowrońska, Agata Mróz, Milena Rosner czy ja. Taki miks doświadczenia i młodości dawał dobre rezultaty.
Czytaj więcej
Wycofanie Rosji z siatkarskich mistrzostw świata w 2027 roku, których gospodarzem jest Polska ma, zdaniem ekspertów, wymiar polityczny i praktyczny.
Trener Lavarini powiedział, że o medale w przyszłości będzie trudno. Selekcjoner nie powinien budować wiary w drużynę?
Myślę, że trener chce być realistą i nie chce niepotrzebnie nadmuchiwać balonika. Oczekiwania jest łatwo rozbudzić. Ja sama przed meczem z Włochami mówiłam, że wygramy 3:2, a potem kiedy po porażce na chłodno usiadłam i przeanalizowałam: tutaj rywalki były lepsze, tu miały większy potencjał, to zdałam sobie sprawę, że zwycięstwo byłoby cudem.
Awans na mistrzostwa świata Polki już sobie zapewniły, ale na horyzoncie są także igrzyska olimpijskie.
Przed turniejem olimpijskim zawsze następuje wielka mobilizacja, każdy chce grać w reprezentacji. Tego lata niektóre dziewczyny odmówiły, mam nadzieję, że na przeszkodzie stanęły im tylko kłopoty zdrowotne i jak się wyleczą, to będą gotowe grać. Taki pech spotkał choćby Aleksandrę Grykę. Przed Los Angeles będzie obowiązywać hasło „wszystkie ręce na pokład”.
Prezes Sebastian Świderski mówił, że nie zamierza zwalniać selekcjonera. Skąd w ogóle wzięły się takie głosy?
Myślę, że to przeważnie były głosy kibiców. Ktoś nawet zadzwonił do mnie po meczu grupowym z Łotwą i pytał, co się stało. Wtedy naprawdę była nagonka i wzywanie do dymisji trenera. W Polsce mamy 37 milionów obywateli i przynajmniej połowa uważa, że zna się na siatkówce i wie, co będzie najlepsze dla kadry. Skoro prezes Świderski mówi, że nie zamierza zwalniać selekcjonera, to warto mu wierzyć.