W tym meczu było wszystko, za co kibice kochają żeńską siatkówkę: zwroty akcji, efektowne obrony i długie wymiany. Na fali wznoszącej była raz jedna, raz druga drużyna.

Polki wróciły do europejskiej czołówki

Nasza reprezentacja na pewno nie była faworytem tego spotkania. W końcu Serbki na poprzednich ME zdobyły srebro i od dawna należą do światowej czołówki. Polki dopiero do tego grona aspirują. Trzy razy z rzędu stawały na podium Ligi Narodów (w tym sezonie się akurat nie udało), ale w wielkich turniejach od lat nie wyszły poza ćwierćfinał. Ostatni medal ME zdobyły w 2009 roku, a ostatni raz w półfinale walczyły siedem lat temu, więc wynik, który osiągnęły w Turcji warto docenić.

Trzeba też pamiętać, że trener Stefano Lavarini na samym początku mierzył się z dużymi problemami, bo kilka zawodniczek ((Julię Nowicką, Olivię Różański, Weronikę Centkę-Tietianiec, Joannę Lelonkiewicz i Dominikę Pierzchałę) odmówiło mu przyjazdu na zgrupowanie reprezentacji. Skład trzeba było przebudować, ale włoski szkoleniowiec pokazał, że i z takimi kłopotami sobie poradzi.

Czytaj więcej

Włoska lekcja siatkówki w Stambule. Finał mistrzostw Europy nie dla Polek

Zwycięstwo w grupie i półfinał z Włoszkami

Polki wygrały swoją grupę, co było zaskakujące, bo za rywalki miały m.in. gospodynie turnieju, Turczynki. Potem poradziły sobie z reprezentacją Portugalii i Holenderkami, i dopiero w półfinale musiały uznać wyższość reprezentacji Włoch (1:3). Po tym meczu trener Lavarini przyznał, że rywalki były po prostu na innym poziomie i trzeba się z tym pogodzić.

Serbki teoretycznie też miały więcej jakości niż reprezentacja Polski, ale to był tylko jeden mecz, a w siatkówce wszystko się może zdarzyć. Kibice mogli się też pocieszać, że w jednym z turniejów tegorocznej Ligi Narodów udało się Polkom tę drużynę pokonać 3:2, choć trzeba pamiętać, że najwyższą formę faworyci szykowali dopiero na ME.

Dobry początek, a potem problemy Polek

Początek pierwszego seta dawał nadzieję na równą walkę z Serbkami, bo nasza drużyna prowadziła nawet 10:7, ale potem stało się coś dziwnego. Gra reprezentantek Polski zupełnie się rozsypała, a Serbki głównie za sprawą Tijany Bosković zbudowały bezpieczną przewagę.

Druga partia wyglądała bardzo podobnie. Podopieczne Lavariniego prowadziły 12:10, a potem nagle straciły pomysł na to, jak zdobywać punkty. Myliła się na lewym skrzydle Paulina Damaske, a na prawym nieskuteczna była Magdalena Stysiak. Rywalki odrobiły straty i wyszły na prowadzenie 16:12. Trener Lavarini brał przerwy na żądanie, nie krzyczał, spokojnie tłumaczył swoje założenia, ale nic to nie dawało, rywalki wygrały 25:19.

Czytaj więcej

Siatkarki w ćwierćfinale Mistrzostw Europy. W walce o półfinał spotkają się z Holenderkami

Wielki powrót Polek w trzecim secie

W tym momencie wydawało się, że ten mecz nie potrwa już długo, bo w trzecim secie rywalki wyszły na prowadzenie 4:0. Lavarini wziął przerwę na żądanie i poprosił o więcej agresji w grze. Polki zaczęły grać tak, jak życzył sobie trener, a Serbki wpadły w dołek, trochę może też przez to, że słabiej poczuł się trener Zoran Terzić, który na kilka minut musiał opuścić halę.

Najważniejsze było jednak to, że to Polki odblokowały swoje głowy i zaczęły dobrze grać: Mocno po linii atakowała Stysiak, na lewym skrzydle nie do zatrzymania była Lampkowska, a czujna w obronie była Damaske. Zaczął też funkcjonować polski blok. Udało się przedłużyć mecz i zmusić rywalki do maksymalnego wysiłku. To było już jednak zupełnie inne spotkanie niż w pierwszych dwóch setach. Na dobrą akcję Serbek, nasze zawodniczki odpowiadały mocnym atakiem albo skuteczną obroną.

Bosković znów przesądziła o wyniku

Doświadczona rozgrywająca Serbek Maja Ognjenović na kłopoty miała jedną radę: wszystkie piłki posyłała do Bosković, a ta myliła się rzadko. W decydujących momentach Polkom zabrakło trochę szczęścia i trochę doświadczenia. Julia Szczurowska najpierw zaserwowała asa, a za chwilę pomyliła się o 10 centymetrów w polu zagrywki. Potem, po długiej akcji przestrzeliła Lampkowska, bo rywalki celowo nie wyskoczyły do bloku. W ostatniej akcji Bosković zablokowała Lampkowską i Serbki wyskoczyły na parkiet, żeby odtańczyć taniec radości.

Czwarte miejsce, ale także awans na Mistrzostwa Świata

Polki były smutne, bo medal wymknął im się z rąk. Siadły pod bandą i w milczeniu patrzyły na cieszące się siatkarki z Serbii, niektóre kryły twarz w dłoniach. Polki mogą sobie jednak pogratulować długich momentów dobrej gry i tego, że zapewniły sobie awans na Mistrzostwa Świata.