Kiedy naprzeciwko staje reprezentacja USA, to nie wolno się spodziewać łatwego meczu. Amerykanie mają tę umiejętność, że potrafią się zmobilizować na najważniejsze imprezy. W pamięci kibiców na pewno jest półfinał igrzysk olimpijskich w Paryżu, który Polacy wygrali w dramatycznych okolicznościach.

W Amerykanach też to wspomnienie siedzi głęboko, więc chcieli się zrewanżować choćby w Lidze Narodów, której jeszcze nigdy nie wygrali. Nic dziwnego, że w finale walczyli do upadłego, choć dzień wcześniej stoczyli zacięty, pięciosetowy bój z Japończykami.

Polscy siatkarze znów wygrali Ligę Narodów

Przegrali pierwszego seta, w którym wyglądało, jakby w pewnym momencie zabrakło im energii. Podnieśli się w drugiej partii, a w trzeciej, kiedy już wydawało się, że to Polacy obejmą prowadzenie, zdołali wygrać sprytem kilka nerwowych akcji. Świetnie atakowali Jake Hanes, Matt Anderson, Tyler Averill oraz Merrick McHenry, ale to było za mało, żeby pokonać rozpędzonych Polaków.

Czytaj więcej

Liga Narodów. Polscy siatkarze w drodze po drugie złoto, w niedzielę finał z USA

Drużyna Nikoli Grbicia ma niesamowitą głębię składu i zawsze można liczyć na to, że w świetnej formie będzie któryś z liderów, a jeśli nie, to wejdzie z ławki ktoś, kto poderwie do walki kolegów. W finale swoje zrobili i Tomasz Fornal, i Kamil Semeniuk, i atakujący Bartłomiej Bołądź. Presję wytrzymali też ci, którzy do tej pory byli raczej w cieniu, czyli środkowi Szymon Jakubiszak, Bartłomiej Lemański i rozgrywający Marcin Komenda.

Wszyscy trzej potwierdzili, że można na nich liczyć i to nie tylko w tym sezonie, ale też w kolejnych, bo Grbić zaczął już przygotowania do operacji „Los Angeles 2028”. Selekcjoner Polaków akurat tego lata mógł (lub raczej musiał) przetestować graczy drugiego planu, bo z różnych powodów nie mógł skorzystać z Bartosza Kurka, Marcina Janusza, Mateusza Bieńka, Jakuba Kochanowskiego czy Bartosza Bednorza. To dobrze, że Grbić powiększył sobie pole manewru. Jeśli do zdrowia wrócą największe gwiazdy, to siła polskiej kadry może tylko wzrosnąć.

Amerykanie też szykują się już do turnieju olimpijskiego, gdzie będą gospodarzami i celują w złoto. Oni są w trochę innej sytuacji niż Polacy. Po igrzyskach w Paryżu przejął ich legendarny Karch Kiraly, który jako pierwszy wygrywał złote medale olimpijskie w odmianie halowej i plażowej. W poprzednim sezonie uczył się pracy z kadrą i testował rezerwowych, teraz powołał największe strzelby: Matthew Andersona, Torey Defalco oraz Coopera Robinsona Cooka. Co warte podkreślenia, tak uzbrojoną reprezentację USA Polacy pokonali osłabionym składem.

Liga Narodów. Tomasz Fornal MVP turnieju

Nasi siatkarze mają przed sobą jeszcze mistrzostwa Europy, gdzie też bronią złotego medalu po tym, jak trzy lata temu sprawili w finale lanie Włochom przed ich publicznością, wygrywając 3:0.

O tej imprezie będą myśleć za chwilę, na razie należą im się brawa za to, co pokazali w Lidze Narodów, w której nie schodzą z podium od 2019 r. i jako drudzy w historii (po Rosjanach) zdołali obronić złoto. Nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju dostał Tomasz Fornal.

Brązowe medale wywalczyli Słoweńcy. W niedzielę otrząsnęli się po porażce z Polską i w meczu o trzecie miejsce pokonali Japończyków 3:1. To ich pierwsze podium w Lidze Narodów.