Sezon w wykonaniu pań jest rewelacyjny. Nie tylko grają pięknie w siatkówkę, ale są też skuteczne i pokazują wielką odporność psychiczną. Nawet, jeśli chwilowo im nie idzie, albo przegrają seta, to za chwilę potrafią się otrząsnąć i spokojnie pokazać rywalkom to, co potrafią. A w tym sezonie ogrywały już nie byle kogo. Wygrały z Włoszkami, Chinkami, Turczynkami, Serbkami, czyli światową elitą i do turnieju finałowego Ligi Narodów w Arlington przystąpiły jako liderki. W nagrodę zagrały z teoretycznie najsłabszymi w stawce ośmiu zespołów Niemkami, ale to wcale nie oznaczało, że ćwierćfinał będzie spacerkiem. Już pierwszy mecz, jeszcze w fazie kontynentalnej rozgrywek był niezwykle zacięty i skończył się tie breakiem, wygranym przez biało-czerwone 17:15. Można się było spodziewać trudnego meczu i te przewidywania się potwierdziły.
Czytaj więcej
Polskie siatkarki rozpoczynają dziś walkę w turnieju finałowym Ligi Narodów w Arlington w Teksasi...
Były w tym spotkaniu wzloty i upadki, zdenerwowany trener Stefano Lavarini, zmiany prowadzenia, ale też świetne zagrania liderek polskiej kadry i najważniejsze, że wszystko skończyło się szczęśliwie. Trener rywalek Vital Heynen chyba starał się zdjąć presję ze swoich zawodniczek, bo z szatni na prezentację Niemki wyszły rozluźnione, a na parkiecie nawet sobie tańczyły. Tak było tylko do rozpoczęcia spotkania, bo potem Polki pokazały, że z nimi się nie żartuje i trzeba grać na serio.
Od początku zawodniczki reprezentacji Polski podkręciły tempo, a Heynen musiał wziąć czas przy stanie 8:5 dla naszych siatkarek. Nic to nie pomogło, bo Niemki popełniały masę błędów, wpadały w siatkę, atakowały po autach, albo w siatkę, a ich trener z niedowierzaniem patrzył na to, co się działo. Świetnie grał duet Magdalena Stysiak - Olivia Różański, który zdobył 15 punktów i doprowadził do wygranej Polek 25:12, po której można było wziąć głębszy oddech.
Nie było tak, jak w pierwszym tegorocznym meczu z Niemkami, gdy Polki przegrały do 15 pierwszą partię. Przed rozpoczęciem turnieju Jakub Bednaruk przestrzegał w rozmowie z "Rz", że ważny będzie początek spotkania, a klęska w pierwszym secie może spowodować kłopoty, bo przecież przegrywający odpada z rywalizacji. Teraz to rywalki Polek musiały się martwić.