Korespondencja z Gliwic

Arena Gliwice była miejscem południowoamerykańskich derbów, ale nie obejrzeliśmy walki na noże - trzem premierowym partiom brakowało napięcia. Pierwszą naznaczył perfekcjonizm Leala, który był bezbłędny w ataku i zdobył aż dziesięć punktów. Argentyńczycy w drugim secie poprawili przyjęcie, a na wyższy poziom wspiął się rozgrywający Luciano de Cecco. To był jednak tylko kilkunastominutowy epizod, bo trzecia partia znów należała do Brazylijczyków.

Czytaj więcej

Ćwierćfinał Polska - USA. Obie drużyny gotowe na ryzyko

Wicemistrzowie świata wrócili z igrzysk bez medalu, a później zajęli piąte miejsce w Lidze Narodów, więc przed rozpoczęciem niewielu widziało ich w gronie kandydatów do złota. - Przechodzimy pokoleniową zmianę, potrzebujemy cierpliwości. Presja może wydawać się mniejsza, ale u nas w kraju jest zawsze. Koszulka reprezentacji to olbrzymia odpowiedzialność - wyjaśniał  Bruno Rezende.

Czwarty set wreszcie przyniósł napięcie. Argentyńczycy prowadzili i mieli nadzieję na czwartego w tym turnieju tie-breaka, aż przy wyniku 20:20 w polu serwisowym stanął Lucas. Brazylijczycy zdobyli cztery punkty z rzędu i nie pozwolili już rywalom na odrobienie strat. - Pierwszy set był naszym najlepszym podczas tego mundialu. Czuliśmy się świetnie w naszym systemie, niesamowicie było to oglądać. Później było trudniej, ale dopięliśmy swego - mówi Leal, który zdobył 25 punktów.

Półfinały w sobotę ugości katowicki Spodek.