Ten finał nie mógł zacząć się lepiej dla Arsenalu. Paryżanie zanotowali stratę w środku boiska, a Kai Havertz popędził lewym skrzydłem, wbiegł w pole karne i uderzeniem z ostrego kąta zmieścił piłkę między poprzeczką a próbującym interweniować Matwiejem Safonowem, dając mistrzom Anglii prowadzenie.
Niemiec to jedyny zawodnik Arsenalu, który miał doświadczenie gry w finale Ligi Mistrzów. Co więcej, pięć lat temu strzelił gola, który zagwarantował puchar Chelsea (1:0 z Manchesterem City). Z 15 bramek, które uzbierał w całej karierze w tych rozgrywkach, aż dwie padły w najważniejszych spotkaniach klubowego sezonu. Został też trzecim graczem w czasach Champions League, który trafiał w finałach dla dwóch różnych drużyn – po Cristiano Ronaldo (Manchester United, Real Madryt) i Mario Mandžukiciu (Bayern Monachium, Juventus Turyn).
PSG – Arsenal. Finał Ligi Mistrzów nie rozczarował
Trudno było wyobrazić sobie ciekawszy początek tego widowiska. Była szósta minuta meczu, obrońcy trofeum musieli rzucić się do odrabiania strat i postarać się zmienić bieg historii. Od 2014 r. żaden zespół, który pierwszy stracił gola, nie wygrał finału Ligi Mistrzów. A że Paryżanie potrafią wyjść z każdych tarapatów, pokazali nie raz. Podobnie jak to, że mają patent na przeciwników z Anglii.
Czytaj więcej
W sobotę o triumf w Lidze Mistrzów powalczą w Budapeszcie Paris Saint-Germain i Arsenal. Pierwsi bronią tytułu, drudzy zagrają o trofeum po 20 lata...
Kibice z Londynu nie wpadali więc przedwcześnie w euforię, pamiętając również, że 20 lat temu w jedynym finale, jaki mogli dotąd przeżywać ze swoją drużyną, to Arsenal prowadził z Barceloną, ale grając w osłabieniu po czerwonej kartce dla Jensa Lehmanna, w końcówce opadł z sił i przegrał 1:2.
– Ten mecz będzie miał różne momenty – zapowiadał trener mistrzów Anglii Mikel Arteta. Jego piłkarze byli 45 minut od chwały. Najlepsza defensywa w Europie długo powstrzymywała najsilniejszy atak.
Paryżanie mieli ogromną przewagę, byli trzy-czwarte czasu przy piłce, ale Kanonierzy nie pozwalali im zbliżyć się do pola karnego. Odrobili lekcję, a trener PSG Luis Enrique długo wyglądał na bezradnego. Każdy pomysł na stworzenie zagrożenia był odczytywany przez Londyńczyków.
Arsenal odpierał ataki przez ponad godzinę. Wtedy Cristhian Mosquera sfaulował Chwiczę Kwaracchelię. Nie było wątpliwości, że PSG należy się rzut karny. Do piłki podszedł Ousmane Dembélé i pewnym strzałem wyrównał.
Finał Ligi Mistrzów. Pierwsze rzuty karne od 2016 r.
Paryżanie poczuli krew i zaczęli się rozkręcać. Mieli jeszcze ponad 25 minut na rozstrzygnięcie finału na swoją korzyść. Po jednym z kontrataków Kwaracchelia trafił w słupek, niedługo później Bradley Barcola przegrał pojedynek z bramkarzem Davidem Rayą, a Vitinha huknął nad poprzeczką.
Ale Arsenal też miał swoje okazje, nie ograniczał się do przeszkadzania i wyczekiwania na dodatkowy czas gry. Oglądaliśmy więc przez 90 minut mecz daleki od nudnych, przewidywalnych finałów. I po dziesięciu latach dostaliśmy dogrywkę.
Tam emocje nieco opadły, bo piłkarze odczuwali już trudy spotkania i całego sezonu. Wybuchły ponownie, gdy Kanonierzy domagali się jedenastki. Nuno Mendes przewrócił Noniego Madueke, ale sędzia kazał grać dalej.
Tak jak w 2016 r., potrzebne były karne. Wówczas Real nie pomylił się ani razu, pokonał Atletico i rozpoczął pisanie historii, zdobywając pierwsze z trzech trofeów z rzędu.
Paryżanie chcieli pójść w ślady Królewskich. Wygrali losowanie, mogli liczyć na wsparcie swoich kibiców, zajmujących trybunę za bramką, gdzie rozgrywany był konkurs jedenastek.
Goncalo Ramos zaczął od pewnego strzału, Viktor Gyokeres też. Trafił również Desire Doue, ale spudłował Eberechi Eze, posyłając piłkę obok bramki. Raya obronił jednak strzał Nuno Mendesa, a Declan Rice pokonał Safonowa i znów był remis. Nie pomylili się Achraf Hakimi i Gabriel Martinelli. Trafił także Lucas Beraldo, ale chwilę później ciśnienia nie wytrzymał inny Brazylijczyk Gabriel Magalhaes – huknął ponad poprzeczką i to PSG pozostaje na tronie. Paryż w sobotę nie zaśnie.