To już jest dla angielskich klubów wyjątkowy sezon, a może być jeszcze lepszy. Aston Villa wygrała tydzień temu Ligę Europy, w środę Crystal Palace zwyciężyło w Lidze Konferencji.

Do pełni szczęścia brakuje Anglikom tylko triumfu Arsenalu w Lidze Mistrzów, ale o to będzie najtrudniej. Choć Kanonierzy przełamali wreszcie fatalną serię i po 22 latach zostali mistrzami Anglii, to zmierzą się z rywalem, który ma wielkie ambicje i potrafi grać z drużynami z Premier League. Pięć goli strzelonych Tottenhamowi, osiem w dwumeczu z Chelsea i cztery w ćwierćfinałach z Liverpoolem – to tylko wyniki Paryżan z obecnego sezonu. A przecież rok temu, w drodze po puchar, eliminowali Liverpool, Aston Villę i Arsenal.

Luis Enrique i Mikel Arteta. Przyjaciele na trenerskich ławkach

Nie ma wątpliwości, że to piłkarze PSG będą faworytami. Gdy w końcu spełnili marzenie o podboju Europy, to od razu zaczęli myśleć o obronie tytułu. W erze Champions League, czyli od 1992 r. udało się to jedynie Realowi Zinedine'a Zidane'a – i to trzy lata z rzędu (2016-2018). Czy po dynastii madryckiej doczekamy się także dynastii paryskiej?

– Przychodziłem do klubu z myślą, że moim zadaniem jest tworzenie historii. I rzeczywiście ją stworzyliśmy. Ale mamy następny rozdział do napisania i jeszcze wiele celów do osiągnięcia – podkreśla trener Luis Enrique.

– On całkowicie odmienił ten zespół. Wykonał świetną robotę, ma znakomitą osobowość. Oglądanie PSG to niesamowita przyjemność – przyznaje w rozmowie z „L'Equipe” Unai Emery, który prowadził zarówno PSG, jak i Arsenal, a w tym sezonie odniósł sukces z Aston Villą.

Czytaj więcej

Arsenal zakończył wspinaczkę na szczyt Premier League. Jak Mikel Arteta pracuje na pomnik

Emery nie szczędzi jednak także pochwał drugiemu rodakowi. – Pod wodzą Mikela Artety Arsenal robi coraz większe postępy, a nie jest łatwo wygrać Premier League i jeszcze awansować do finału Ligi Mistrzów – zauważa.

44-letni Arteta jest na początku swojej trenerskiej drogi, a nauki pobierał u boku Pepa Guardioli w Manchesterze City. 12 lat starszy Enrique powiedział niedawno, że nie chce zestarzeć się na ławce, a na emeryturę może przejść już po sześćdziesiątce.

Tak wcześnie finału Ligi Mistrzów jeszcze nie było

Znają się doskonale. Spotkali się jeszcze w Barcelonie. – Poznałem go, gdy miałem 16 lat i trenowałem z pierwszą drużyną. Luis był niesamowicie troskliwy i wspierający dla młodych zawodników akademii – wspomina Arteta. – Nasza relacja opiera się na szacunku i podziwie, bo wiemy, jak trudno jest dostać się do finału.

Szli do niego różnymi drogami. Zbytnim uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że Arsenal zawdzięcza awans solidnej obronie, a PSG imponującej ofensywie, ale liczby nie kłamią. Paryżanie strzelili aż 44 gole (jedno trafienie mniej niż wynosi rekord Barcelony z sezonu 1999/2000), nie dbali tak bardzo o defensywę, bo byli w stanie odrobić każdą stratę. Londyńczycy zachowali aż dziewięć czystych kont, a w fazie ligowej pozwolili sobie wbić tylko cztery bramki. Jeśli ktoś jest w stanie zatrzymać siłę ataku PSG, to z pewnością oni.

– Polecimy do Budapesztu z pełnym przekonaniem, że za kilka dni możemy zostać najlepszym zespołem Europy – zaznacza Arteta. Jego Arsenal ma szansę na triumf w najważniejszych rozgrywkach, nie ponosząc ani jednej porażki. To udało się dotąd tylko dziewięciu drużynom, ale żadna z nich nie musiała rozegrać aż 15 meczów.

Stolica Węgier szykuje się na święto, bo jeszcze nigdy nie gościła finału Ligi Mistrzów. Nigdy też najważniejsze spotkanie klubowego sezonu nie zaczynało się tak wcześnie – pierwszy gwizdek już o godzinie 18. UEFA chce dać kibicom więcej czasu na świętowanie, restauratorom szansę na większe zarobki, a telewizjom – na dłuższe studio, pomeczowe analizy i wywiady. Oby było o czym dyskutować.

Transmisja meczu Paris Saint-Germain – Arsenal w sobotę o 18.00 w TVP 1, TVP Sport i Canal+ Extra 1