Był maj 2004 r. Anglia dopiero szykowała się na przyjście Jose Mourinho, który poprowadził właśnie Porto do zwycięstwa w Lidze Mistrzów, a w Premier League największe emocje wzbudzała rywalizacja Arsene'a Wengera z sir Aleksem Fergusonem.
Częściej po trofea sięgał trener Manchesteru United, ale tamtej wiosny nie było mocnych na piłkarzy Wengera. Nazwano ich „The Invincibles” („Niezwyciężeni”), bo tytuł mistrza Anglii zdobyli, nie ponosząc w 38 meczach ani jednej porażki.
Arsenal podjął ryzyko. Mikel Arteta odmienił drużynę
Nikt nie przypuszczał, że już rok później Arsenal będzie musiał ustąpić miejsca na tronie Chelsea, a powrót na szczyt Premier League zajmie mu ponad dwie dekady.
To był czas bólu, rozczarowań, niespełnionych obietnic i zawiedzionych nadziei. Trwał tak długo, że wielu mogło już zwątpić albo pomyśleć, że nad Kanonierami wisi jakieś fatum. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, co wydarzyło się dwa lata temu, gdy wypuścili tytuł z rąk na finiszu, kończąc sezon dwa punkty za Manchesterem City? Teraz wreszcie los im sprzyjał, ale na to szczęście musieli mocno zapracować.
Kiedy Mikel Arteta przejmował drużynę w 2019 r., tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, okupowała ona środek tabeli. Jeszcze kilka dni wcześniej Hiszpan siedział na trenerskiej ławce Manchesteru City, który rozbił Arsenal 3:0. Wygodne stanowisko asystenta u boku Pepa Guardioli zamieniał więc na miejsce pełne pułapek, w którym nie poradził sobie Unai Emery, triumfujący dziś z Aston Villą w Lidze Europy.
Czytaj więcej
Dzięki remisowi Manchesteru City z Bournemouth piłkarze Arsenalu zostali mistrzami Anglii już przed ostatnią kolejką Premier League. To ich pierwsz...
W Londynie podjęli ryzyko, bo Arteta, choć od Guardioli z pewnością wiele się nauczył, nie miał żadnego doświadczenia w samodzielnej pracy. – Potrzebuję ludzi, którzy wniosą pasję, energię i nie boją się brać odpowiedzialności na własne barki – zapowiedział po objęciu posady, przekonując, że zespół musi odzyskać swoją tożsamość.
Jego atutem była znajomość środowiska, bo przecież w Londynie ledwie kilka lat wcześniej kończył karierę. Miał plan i wizję odbudowy, ale sukcesy nie przyszły od razu. Co prawda jeszcze w tym samym sezonie wywalczył z drużyną Puchar Anglii, ale rok później – po raz pierwszy od ćwierć wieku – Kanonierzy nie zakwalifikowali się nawet do europejskich pucharów.
W niejednym klubie już by się z nim pożegnano, dlatego tak ważne było zaufanie władz Arsenalu, które nie uległy podpowiedziom i pokusom, by zmieniać szkoleniowca, i dały mu bezcenną walutę – czas.
Przełom nastąpił w 2023 r. To wtedy Kanonierzy wrócili do wyścigu o mistrzostwo i choć na finiszu nie wytrzymali presji, liczył się sam fakt, że znów są w grze. A gdy dwa kolejne sezony zakończyli też na drugiej pozycji – kluczowe okazały się ponownie cierpliwość i wiara działaczy, że ten dzień chwały wreszcie nadejdzie.
Czytaj więcej
Aston Villa pokonała w Stambule Freiburg 3:0 i zdobyła puchar Ligi Europy. Matty Cash doczekał się pierwszego trofeum w karierze.
Nadszedł chyba w ostatnim możliwym momencie. Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że wrócą demony, bo Arsenal przegrał dwa mecze z rzędu, po których jego przewaga nad Manchesterem City stopniała do trzech punktów. W porę wrócił jednak na zwycięską ścieżkę, a zawrotnego tempa angielskiej piłki (trzy spotkania w ciągu sześciu dni) tym razem nie wytrzymała ekipa Guardioli, remisując w Bournemouth mecz, który musiała wygrać.
Kanonierzy zostali więc mistrzami przed telewizorem, bo swoje spotkanie rozegrali dzień wcześniej, ale chyba nikt z kibiców nie narzekał na okoliczności. Wręcz przeciwnie – wszyscy odetchnęli z ulgą, że nie trzeba będzie czekać do ostatniej kolejki i przeżywać emocjonalnego rollercoastera, oglądając wyjazdowe starcie z Crystal Palace i równocześnie nasłuchując wieści z Manchesteru.
Arsenal nauczył się wygrywać ze średniakami Premier League
Liczby nie kłamią. W tabeli uwzględniającej cztery ostatnie sezony Arsenal spędził na szczycie Premier League aż 562 dni – o ponad 200 więcej niż drugi w tym zestawieniu Liverpool. Chociaż sprowadzony latem Viktor Gyokeres zdobył we wszystkich rozgrywkach 21 bramek, to jednak tylko 14 z nich uzbierał w lidze. Tytuł zagwarantowała więc solidna defensywa. Kanonierzy stracili tylko 26 goli, a hiszpański bramkarz David Raya 19 razy zachował czyste konto, wyrównując osiągnięcie słynnego Davida Seamana.
Arsenal osiem meczów kończył wynikiem 1:0 (najwięcej od sezonu 1998/1999) i okazał się mistrzem stałych fragmentów gry. Jak zauważa dziennik „Guardian”, w ten sposób zdobył 28 z 69 bramek – 18 padło po rzutach rożnych, co jest nowym rekordem ligi.
Mikel Arteta w wieku 44 lat stał się drugim po Jose Mourinho najmłodszym trenerem, który zdobył mistrzostwo Anglii
Jest jeszcze jedna istotna statystyka pokazująca, że na Emirates wyciągnęli wnioski. W poprzednich latach drużyna radziła sobie bardzo dobrze z rywalami wielkiej szóstki (od sezonu 2022/2023 poniosła tylko sześć porażek w 40 takich meczach), ale zbyt często traciła punkty ze średniakami. Teraz z 19 spotkań z przeciwnikami z dolnej części tabeli wygrała aż 17.
Arteta w wieku 44 lat stał się drugim po Jose Mourinho najmłodszym trenerem, który zdobył mistrzostwo Anglii. A po oczekiwanym odejściu Guardioli z Manchesteru City będzie także najdłużej pracującym w Premier League. Wiadomo już, że ma zostać nagrodzony znaczną podwyżką, a działacze obiecują, że nie będą żałować pieniędzy na wzmocnienia.
Rozmowy zostaną wznowione po finale Ligi Mistrzów (30 maja), bo teraz najważniejsza jest „Operacja Paris Saint-Germain”. Gdyby jeszcze Arsenal sprawił niespodziankę i pokonał w Budapeszcie obrońców trofeum, Artecie postawiliby chyba przed stadionem Emirates pomnik.