Kiedy 22 lata temu drużyna prowadzona przez Arsene'a Wengera wygrała ligę, nie doznając ani jednej porażki, nikt nie przypuszczał, że powrót na tron zajmie tyle czasu. Dorosło całe pokolenie kibiców Arsenalu, które nie pamięta ostatniego mistrzostwa.

W poprzednich latach do przerwania tej złej serii brakowało niewiele, ale na końcu zawsze coś stawało na drodze do szczęścia. Kanonierzy nie wytrzymywali presji, teraz też kilka tygodni temu zdarzył się im słabszy moment, ale ostatecznie udźwignęli ciężar oczekiwań.

Jak Bournemouth pomogło Arsenalowi

Już po ich awansie do finału Ligi Mistrzów, pierwszym od 2006 r., „Guardian” napisał, że wreszcie pozbyli się strachu przed porażką. Silna psychika miała z pewnością ogromne znaczenie w tym wyścigu o najważniejsze trofea.

Gdy w poniedziałek pokonali spadkowicza z Burnley po bramce Kaia Havertza, mogli w spokoju usiąść przed telewizorem i patrzeć, jak na to odpowie Manchester City.

Zespół Pepa Guardioli, dla którego to ostatnie chwile w klubie, tracił do lidera z Londynu pięć punktów i tylko zwycięstwo przedłużało jego nadzieje na tytuł. Hiszpan wyjazd do Bournemouth porównywał do wizyty u dentysty, bo przeciwnik był niepokonany od 16 spotkań, bił się o pierwszy awans do europejskich pucharów i nadal miał szansę nawet na Ligę Mistrzów.

– We wtorkowy wieczór będę największym fanem Bournemouth – żartował trener Arsenalu Mikel Arteta, ale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, jak i z faktu, że jest o krok od napisania historii.

Arsenal zagra jeszcze w finale Ligi Mistrzów. Kiedy mecz z PSG?

Zawodnicy Bournemouth walczyli z City jak lwy i już pierwszy celny strzał zamienili na gola. Tuż przed przerwą trafił 19-letni Francuz Eli Junior Kroupi, który zdobył już 13 bramek w Premier League i niewykluczone, że wkrótce przejdzie do Arsenalu.

Czytaj więcej

Dekada sukcesów i rekordów. Czas na ostatnią misję Pepa Guardioli w Manchesterze

Jeśli tak się stanie, będzie idolem kibiców z północnego Londynu, jeszcze zanim założy koszulkę Kanonierów. Ale nawet jeśli zostanie w Bournemouth albo wybierze inną ofertę, może Arsenal powinien sprezentować mu przynajmniej jakiś dożywotni karnet.

W doliczonym czasie gry w Bournemouth wyrównał Erling Haaland, ale to nie zepsuło święta. Bournemouth ma puchary, a Arsenal upragnione mistrzostwo.

Londyn dzisiaj nie zaśnie. Piłkarze będą mieli chwilę na zabawę, ale przed nimi jeszcze jedno wyzwanie. Już w przyszłą sobotę zmierzą się z Paris Saint-Germain w finale Ligi Mistrzów. Ta bajka może mieć jeszcze piękniejsze zakończenie.