Polska po 17 latach znów gra na wielkim turnieju w Niemczech. To znak, że gwiazdą imprezy ponownie może zostać Marcin Lijewski?
Nie, bo już nie gram i wolę zostać na drugim planie. To zawodnicy muszą produkować się na parkiecie, oni walczą o wynik, choć zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby im pomóc.
Co by pan powiedział, gdyby w 2007 roku usłyszał, że zostanie selekcjonerem?
Nigdy nie wiadomo, jak potoczy się życie i nikogo bym za taką sugestię nie obśmiał, nawet gdyby mi powiedział, że za kilkanaście lat będę orał pole traktorem. Wszystko się może zdarzyć. Nie myślałem jednak wtedy o tym, co będę robił za 17 lat.
Czytaj więcej
Reprezentant Polski Michał Daszek mówi "Rzeczpospolitej" o przebudowie drużyny narodowej, problemach wśród rozgrywających oraz szansach naszej druż...
Koledzy z tamtej kadry dziś dzwonią, dopytują, doradzają?
Jestem z wieloma w kontakcie, rozmawiamy także o kadrze. Niektórzy mówią, jak to widzą. Może nie wytykają błędów, ale dzielą się swoim spojrzeniem. Dla mnie każde zdanie jest ważne, bo wszystko, co powiedziane szczerze, może pomóc. Zwłaszcza gdy odzywają się ludzie, których lubię i szanuję.
Widzi ich pan na ławkach trenerskich, w gabinetach. Praca w roli selekcjonera to potwierdzenie, że pokolenie medalistów mistrzostw świata z kadry Bogdana Wenty przejęło władzę?
Nasze pokolenie na pewno ma inne spojrzenie na piłkę ręczną, bo z niejednego pieca jedliśmy chleb. Nie ukrywam, że pewne rzeczy trzeba było zmienić. To już powoli widać. Wielu ludzi młodych, także tych z mojego pokolenia, wykonuje dziś dobrą pracę.
Pan czuje się młodym trenerem?
Tak.
Co musi się wydarzyć, aby to się zmieniło?
Pracuję w zawodzie kilka lat i wielu ludzi uważa, że robię dobrą robotę, ale to dopiero początek. Muszę jeszcze trochę popracować, odnieść sukcesy. Dopiero wtedy można powiedzieć, że na czymś się zjadło zęby.
Czytaj więcej
Reprezentacja Polski w piłce ręcznej 11 stycznia rozpocznie mistrzostwa Europy, czyli najważniejszą imprezę sezonu i ostatnią szansę, aby przedłuży...
Mistrzostwa Europy w roli selekcjonera to naturalna kolej rzeczy czy skok na głęboką wodę?
Nie rzucam się na głęboką wodę, bo mistrzostwa Europy znam od podszewki, skoro wspólnie z kolegami sprawiliśmy, że nasza piłka ręczna wróciła na międzynarodowe areny. Niewielu ma takie doświadczenie.
Przekazuje pan to piłkarzom?
To pytanie do nich. Ja mogę jedynie powiedzieć, że nie mam z nikim żadnych problemów, na treningach panuje dyscyplina i wszyscy łykają to, co próbuję wdrożyć. Piłka ręczna to prosta gra. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Tydzień w kwietniu, później w październiku. Musieliśmy się jako grupa dotrzeć, wszystko powoli się zazębia.
Jeśli kibice zobaczą zespół, który gra z entuzjazmem oraz pasją, uznam to za swój sukces
Wyjście z grupy na mistrzostwach to szczyt marzeń?
Na dziś – tak. Mamy trzy mecze i do wszystkich podchodzimy na 100 proc., bo rywale są z wysokiej półki. Traktuję te mistrzostwa z dużą pokorą, choć nie ukrywam, że mam marzenia. Zostawię je jednak dla siebie.
Co po ostatnich sparingach najbardziej pana cieszy?
Podoba mi się, jak rośniemy, zwłaszcza porównując mecze z Argentyną pod koniec grudnia – popełnialiśmy dużo błędów, byliśmy nieskuteczni – oraz te ostatnie, już podczas styczniowego turnieju w Hiszpanii. Dobrze zagraliśmy pierwszą połowę z gospodarzami, później był niesamowity występ z Serbami. Wyeliminowaliśmy większość błędów, skutek przyniosła analiza gry w obronie. Mecz ze Słowakami nie był tak wymierny ze względu na klasę rywala, ale byliśmy konsekwentni, prowadziliśmy przez całe spotkanie, bez chwili dekoncentracji. To cieszy.
Czytaj więcej
- Nikt na mistrzostwach Europy nie będzie nikogo głaskał po głowie. Kości zatrzeszczą w każdym meczu - zapowiada w rozmowie „Rz” obrotowy reprezent...
Można osiągnąć sukces w mistrzostwach Europy bez leworęcznego rozgrywającego?
To się okaże. Mamy Michała Daszka, ale musimy zarządzać jego siłami i przez 50 proc. czasu w każdym meczu będziemy z prawą ręką na lewym rozegraniu.
Rok temu słyszeliśmy od niektórych deklaracje, że są już dojrzali i skończył się czas pięknych porażek. To dziś wciąż drużyna ludzi, od których powinniśmy wymagać, czy znów wysyłamy na wielki turniej zespół w budowie?
Jest inna: odmłodzona, z wieloma nowymi twarzami. Nie wiem, czy zawodnicy mogą dziś powtórzyć tamte deklaracje. Na pewno są wśród nich ludzie świadomi swoich karier, którzy chcieliby zacząć osiągać sukcesy i powinni zarażać tym entuzjazmem młodych. Ja wymagam od nich nieustępliwej walki, agresji, zdecydowania i wiary w siebie. Jeśli tak będzie, wszystko może się zdarzyć.
Co musi się stać, by powiedział pan sobie po tym turnieju: „Marcin, dobra robota”?
Nie dam się ciągnąć za język w kontekście wyniku, bo możesz przegrać mecz, choć wykonałeś kawał dobrej roboty, i będziesz zadowolony, że dałeś z siebie wszystko. Jeśli kibice zobaczą zespół, który gra z entuzjazmem oraz pasją, uznam to za swój sukces.