Przed rozpoczęciem turnieju było wiadomo, że o awans do dalszych gier będzie bardzo trudno, bo Węgrzy i Islandczycy mieli od biało-czerwonych więcej atutów. Byli nie tylko lepiej wyszkoleni, ale też bardziej zgrani. Nasi zawodnicy dopiero poznają założenia nowego trenera Joty Gonzaleza, a on poznaje swoich zawodników. To wszystko było widać w obu meczach z faworytami.
Dopóki starczało sił i wynik był na styku, Polacy grali dobrze i napędzali się nawzajem ekspresyjną radością, ale kiedy nie wyszły dwie lub trzy akcje z rzędu, zaczynali tracić głowę i popełniać błędy. W niedzielę zaczęli bardzo dobrze. Byli agresywni w obronie, a trener Gonzalez postanowił zaskoczyć rywali zmianą systemu.
Czytaj więcej
Reprezentacja Polski na początek Mistrzostw Europy przegrała z Węgrami 21:29. Biało-czerwoni gral...
Michał Olejniczak wychodził do rywali bardzo wysoko, zmuszając środkowych rozgrywających do rozpoczynania akcji z okolic środka boiska. Kiedy już Islandczycy go minęli, to przejmowali ich bracia Maciej i Tomasz Gębalowie, którzy nie tylko straszyli posturą, ale też zadziwiali mobilnością. Widać było, że Polacy mają ochotę na twardą grę. Kiedy w jednej z akcji Haukur Thrastarsson ostro potraktował Olejniczaka (kiedyś rywalizowali o miejsce w składzie Industrii Kielce), Polak w następnej akcji odpowiedział jeszcze bardziej zdecydowanie.
ME piłkarzy ręcznych: Dobry początek i twarda obrona nie wystarczyły
Nic dziwnego, że Islandczycy byli mało skuteczni i zdarzały im się pudła w prostych sytuacjach, a świetne interwencje dodawał jeszcze nasz bramkarz Miłosz Wałach. Długo wynik oscylował wokół remisu, a Polacy mieli nawet szansę na objęcie dwubramkowego prowadzenia. Jednak właśnie wtedy na kilka minut zacięli się w ataku i zamiast nałożyć presję na rywali, sami musieli gonić wynik.