Przed startem turnieju prezes ZPRP Sławomir Szmal powiedział „Rz”, że wie, na co stać naszą drużynę i sukcesem będzie już wyjście z grupy. To była bardzo realna ocena sił naszej drużyny po latach kryzysu i słabych wyników.
Mistrzostwa Europy to z kolei bardzo trudny turniej, bo do kolejnej fazy awansują tylko dwie drużyny, a silnych reprezentacji na Starym Kontynencie nie brakuje. Węgrzy i Islandczycy może nie są potęgami, ale na pewno są mocniejsi od biało-czerwonych, a żeby grać dalej, trzeba by pokonać jeden z tych zespołów, a do tego obowiązkowo wygrać jeszcze z Włochami.
Czytaj więcej
Polscy piłkarze ręczni już 2 stycznia zaczynają zgrupowanie w Cetniewie przed mistrzostwami Europ...
Teoretycznie to nasi piątkowi rywale byli tą ekipą, z którą można było łatwiej nawiązać walkę, bo zdarzają im się chwile przestojów i dekoncentracji. Tak było i w tym meczu. Polacy grali uważnie i sprytnie w obronie i kilka razy potrafili wymusić straty Węgrów, ale co z tego, skoro tych prezentów nie potrafili wykorzystać i nie zdobywali bramek nawet w sytuacjach sam na sam.
Nieskuteczność pogrążyła Polaków w starciu z Węgrami
Właśnie skuteczność nie pozwoliła wygrać drużynie Joty Gonzaleza z Węgrami. Polacy zaczęli bardzo dobrze, od bramek Marka Widomskiego i Macieja Gębali, ale potem zatrzymali się w ataku i na kolejne gole musieli czekać kilka minut. Pudłowali w tym czasie Michał Olejniczak i Mikołaj Czapliński, a kolejne świetne interwencje zapisywał sobie w statystykach Kristof Palasics. Polakom nie udawało się zdobyć bramek nawet z rzutów karnych. W pierwszej połowie pomylił się Czapliński, w drugiej Michał Daszek.