Liga Mistrzów. Do zobaczenia za rok w Kolonii

Kiedy Barlinek Industria Kielce występuje w finale Ligi Mistrzów, kibice mogą być pewni, że nie będzie to zwykły mecz. Niestety, tym razem przysłoniła go tragedia.

Aktualizacja: 20.06.2023 06:25 Publikacja: 20.06.2023 03:00

Liga Mistrzów. Do zobaczenia za rok w Kolonii

Foto: PAP/EPA

Była 48. minuta spotkania z SC Magdeburg, kiedy sędzia przerwał mecz. Zasłabł dziennikarz „Echa Dnia” Paweł Kotwica. Lekarze udzielili mu pomocy jeszcze na trybunach, błyskawicznie trafił do szpitala. Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) po zakończeniu spotkania poinformowała, że zmarł.

Zawodnicy i trenerzy widzieli, co działo się na trybunie prasowej. Kiedy dotarło do nich, jak poważna jest sytuacja, szkoleniowiec Magdeburga Bennet Wiegert zaproponował, żeby meczu nie kończyć. Jego zespół przegrywał dwoma golami.

Czytaj więcej

Nie żyje dziennikarz Paweł Kotwica. Zasłabł podczas finału Ligi Mistrzów

– Powiedziałem, że w zupełności się z nim zgadzam i nie powinniśmy ogłaszać zwycięzcy – mówi „Rz” trener mistrzów Polski Tałant Dujszebajew. – To był dla nas szok, płakaliśmy jak dzieci. Paweł zawsze był z nami, na dobre i na złe. Rozumiem też jednak władze europejskiej piłki ręcznej, którym zależało na dokończeniu spotkania.

Niemcy zwyciężyli po dogrywce, ale przez większość meczu to kielczanie byli bliżej sukcesu. Rozkręcali się z każdą minutą, prowadzili nawet dwiema bramkami. Wszystko szło w dobrą stronę, aż sędzia przerwał mecz.

Czytaj więcej

Liga Mistrzów. Trzydzieści sekund do szczęścia, potem dogrywka i szansa uciekła

Lepiej po trwającej kilkanaście minut pauzie odnaleźli się rywale, którzy odrobili straty. Kielczanie mieli jeszcze akcję na zwycięstwo, ale bez skutku na bramkę rywali rzucali Daniel i Alex Dujszebajew.

Mistrzowie Polski zagrali w finale po raz trzeci i ponownie doszło do dogrywki. Siedem lat temu kielczanie w rzutach karnych pokonali Telekom Veszprem, a w poprzednim sezonie w taki sam sposób ograła ich Barcelona. Tym razem do rozstrzygnięcia wystarczyło dziesięć dodatkowych minut gry.

– Mocno to w dniu meczu bolało, teraz trochę mniej, kolejnego dnia ból będzie jeszcze mniejszy, a za trzy, cztery przyjdzie radość z tego, co osiągnęliśmy. Chłopcy muszą docenić to, co zrobili, a dzięki tej porażce ich głód sukcesu będzie jeszcze większy. Teraz jestem pewny, że za rok do Kolonii wrócimy – mówi Dujszebajew.

Niedosyt w Kielcach jest zrozumiały, ale drugie miejsce trzeba docenić, skoro w pokonanym polu mistrzowie Polski zostawili bogatszych rywali, a sami długo drżeli o przyszłość po wycofaniu się głównego sponsora. Sytuację uratowała firma Barlinek.

Skład udało się utrzymać niemal w całości, drużynę opuścił jedynie Nedim Remili. To sprawiło, że mistrzom Polski został w zespole tylko jeden doświadczony leworęczny rozgrywający, czyli Alex Dujszebajew.

Kielczan nie omijały też kontuzje. Z urazami od wielu miesięcy zmagają się Paweł Paczkowski, Haukur Thrastarson czy Elliot Stenmalm.

Ważne, że sytuacja finansowa jest już pod kontrolą i prezes Bertus Servaas może pracować z Dujszebajewem nad składem na kolejny sezon. Rewolucji nie będzie, najlepsi zostaną w Kielcach.

– Remili bardzo by się nam przydał, ale skład i tak mamy mocny. Za rok szkielet drużyny powinien być taki sam, a nasi zawodnicy będą jeszcze bardziej doświadczeni. Zmiany planujemy raczej kosmetyczne. Odejdą lewoskrzydłowy Miguel Sanchez-Migallon i bramkarz Mateusz Kornecki – mówi Dujszebajew.

To pozycje, na których wciąż zostaną specjaliści światowej klasy: Francuz Dylan Nahi i Niemiec Andreas Wolff. Nowym zawodnikiem Barlinka będzie środkowy Piotr Jędraszczyk, ale na razie trafi do Piotrkowianina.

Kontrakty z klubem z Kielc ma też kilku zawodników, którzy są wypożyczeni za granicę. Niebawem się okaże, czy któryś z nich wróci. Na razie w Kielcach mają czas na zasłużony odpoczynek, bo za chwilę przecież będzie trzeba znów walczyć o wyjazd na Final Four do Kolonii.

Była 48. minuta spotkania z SC Magdeburg, kiedy sędzia przerwał mecz. Zasłabł dziennikarz „Echa Dnia” Paweł Kotwica. Lekarze udzielili mu pomocy jeszcze na trybunach, błyskawicznie trafił do szpitala. Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) po zakończeniu spotkania poinformowała, że zmarł.

Zawodnicy i trenerzy widzieli, co działo się na trybunie prasowej. Kiedy dotarło do nich, jak poważna jest sytuacja, szkoleniowiec Magdeburga Bennet Wiegert zaproponował, żeby meczu nie kończyć. Jego zespół przegrywał dwoma golami.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka ręczna
Hit transferowy w Orlen Lidze. Orlen Wisła Płock bierze mistrza olimpijskiego
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Piłka ręczna
Sławomir Szmal: Dobrze, że nieustannie jeździmy na największe imprezy
Piłka ręczna
Zadanie wykonane: Polska zagra w mistrzostwach świata
Piłka ręczna
Kontrowersje i rzuty karne. Final4 nie dla Industrii Kielce
Piłka ręczna
Turniej Final4 troszkę bliżej. Industria Kielce pokonała Magdeburg sc